Mając za sobą najcięższe wydarzenia związane z pandemią, turystyka zaczyna się transformować. Ludzie zaczynają unikać zatłumionych miejsc i szukają czegoś nowego, nowego stylu podróżowania. Bezpiecznego i na dodatek niezwykle emocjonującego. Dajemy Wam coś takiego! Oto robinsonada.

Według definicji, robinsonada to prawdziwa lub fikcyjna podróż samotnego człowieka, zdanego na własne siły, pomysłowość, zaradność, w trudnych warunkach, spowodowana najczęściej żądzą przygód. Nazwa ta pochodzi od imienia Robinsona Crusoe.

Żeby nie przedłużać i nie męczyć zbędnymi opisami, zapraszamy Was na robinsonadę na Horaj, czyli nieistniejącą już wieś między Siedliskami a Mrzygłodami.

Pierwsze wzmianki historyczne na temat wsi pochodzą z 1642 roku, wcześniej, jak wiele roztoczańskich miejscowości, były tu osady pasterskie. Teren pagórkowany był idealny do wypasu owiec i bydła, stąd pojawili się tu już wiele wcześniej Wołosi. Król Jan Kazimierz nadał przywileje lokacyjne wsi tutejszym kniaziom: Martyszowiczowi i Bożykowi (rejon Bożyków był bliżej Siedlisk). Wieś przestała istnieć w wyniku akcji Wisła w 1947 roku i następnie podpaleniu zabudowań przez UPA, która stosowała taktykę spalonej ziemi, czyli, jeżeli my nie będziemy tu mieszkać, to wy też nie. Co zostało po Horaju po 73 latach?

Horaj znajduje się na czerwonym szlaku rowerowym, na odcinku między Siedliskami i Mrzygłodami. Łatwo tam dotrzeć, są nawet przystanki z wiekowymi już ławami i starą wyblakłą tablicą informacyjną, gdzie znajdziecie trochę informacji o wsi.

Na szlaku znajdziemy coś w rodzaju pomnika, głaz poświęcony Ministrowi Romanowi Geslingowi, który przed wojną był leśniczym w majątku Sapiehów.

Roman Gesling zaprojektował aleję modrzewiową w majątku Sapiehów i właśnie w tym miejscu znajdziemy ten pomnik.

Następnie, szukamy wspominanej wsi Horaj. Na ostrym zakręcie, gdzie znajduje się tablica z opisem wsi, idziemy drogą, trzymając się prawej ręki. To prosta z czarnego błota droga, przynajmniej taką miałem, po deszczu. Gdy nagle po prawej zobaczymy drewniany krzyż… to znaczy, że trafiliśmy do wsi widmo.

Spodziewałem się kamiennego krzyża, ale lepsze to niż nic. Na błotnistym skrzyżowaniu postanowiłem pójść na górkę, bo tam widać stare drzewa, lipy, pszczoły mówiły, że dużo tu kwiecia. Brzęczały aż szumiało całym lesie! Na górce znalazłem kolejny taki sam krzyż…

i artefakt po nieistniejącej cywilizacji, wygrzebany pewnie przez poszukiwacza skarbów, który teraz stał się kubkiem mocy. Jeszcze o nim napiszę w przyszłości 😀

W okolicy gdzie były domostwa, znajdziemy sporo barwinka i starych drzew, to niemal znak rozpoznawczy miejsc, gdzie były nieistniejące wsie.

Na swój sposób spektakularnym elementem wsi widmo jest studnia. Zachowała się do dziś, trzeba uważać, by nie wpaść!

Na koniec ostatni obiekt, leżący po stronie Podkarpackiej. Wieś Horaj, była miejscem, gdzie biegła granica majątków. Poniżej pamiątka po mieszkańcach z części werchrackiej:

Ten krzyż postawiono na pamiątkę Horajów Werchrackich

1906

Podsumowanie: cisza, spokój, brak ludzi, można się nawet zgubić! Ale na tym polega przygoda, robinsonada 🙂 Teren jest ekstremalnie ciekawy dla wielbicieli natury. Są wąwozy, pagóry, ciemna buczyna karpacka. Sam teren wsi widmo aż przyprawia o ciarki. Jak tu musiało był pięknie, gdy były drewniane chaty na kamiennych podmurówkach, kamienne studnie, kamienne słupy ogrodzeń, mały kamieniołom w okolicy, dorodne lipy i klony dające pyłek pszczołom. Łany barwinka. Magia. Wrócę tam jeszcze.

GLC

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *