Kategoria: Artykuły

  • We wrześniu wystawa fotografii z kamiennymi krzyżami bruśnieńskimi

    Kamienne krzyże bruśnieńskie, które znajdziemy przy drogach, są nieodzownym elementem krajobrazu Roztocza. Zapisana w nich jest historia większych wydarzeń, które zmieniły życie całych społeczności, jak zniesienie pańszczyzny czy pamiątki ustąpienia zarazy. Są też historie pojedynczych ludzi, ich prywatnych cudów. Figury te, to także niezwykła historia ludowych rzeźbiarzy, którzy je tworzyli. Do tej pory wielu ludzi pokazywało je w sposób przedmiotowy. Nadszedł czas, czy odkryć ich subtelne piękno.
    „Fenomen Sztuki Kamieniarskiej ze Starego Brusna na Roztoczu” to tytuł projektu realizowanego przez warszawskie organizacje: Towarzystwo Tradycji Akademickiej i Fundacja Dziedzictwa Kulturowego w ramach programu Narodowego Centrum Kultury – Etnopolska 2021. Dzięki niemu powstanie wystawa fotograficzna i publikacja wystawiennicza.
    Wernisaż planowany jest na 25 września 2021 roku w pawilonie wystawienniczym Zespołu Cerkiewnego w Radrużu (Muzeum Kresów w Lubaczowie będzie partnerem wydarzenia).
    Projekt ten jest owocem spotkania trzech osób, których drogi przecięły się na Roztoczu. Połączyła ich fascynacja wielokulturową tradycją sztuki ludowej utrwalonej w kamieniu bruśnieńskim.
    Autorem fotografii będzie Tomasz Stelmaski. Jest on absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, gdzie studiował na Wydziale Grafiki. Dyplom obronił z wyróżnieniem, a jego prace były prezentowane na prestiżowej wystawie Coming Out – najlepsze dyplomy ASP 2020 oraz na wielu wystawach artystycznych i plakatowych w całej Polsce. Zajmuje się przede wszystkim fotografią, plakatem, grafiką wydawniczą oraz artystyczną.
    Organizatorem i koordynatorem projektu jest Daniel Potkański. Do tej pory powodzeniem realizował projekty ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Narodowego Instytutu Dziedzictwa, Narodowego Instytutu Wolności, Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków oraz Narodowego Instytutu Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą „Polonika”.
    Koordynatorem lokalnym projektu jest Grzegorz Ciećka, regionalista i kolekcjoner, dwukrotny stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z zakresu inwentaryzacji kamieniarki bruśnieńskiej. Od wielu lat bada on historię kamieniarki bruśnieńskiej i przeprowadza działania mające na celu promowanie i ochronę kamiennych krzyży i figur pochodzących ze Starego Brusna.
    Niezwykłe spotkanie osób o tak różnych profesjach i z dwóch różnych stron polski zapowiada stworzenie wystawy i wydarzenia, które nie tylko będzie kolejnym krokiem popularyzacji zjawiska kamieniarki bruśnieńskiej, ale również zupełnie unikatowym i nieoczywistym spojrzeniem na temat, w którym przecinają się pola sztuki, historii i etnografii. Wystawa ma więc szansę stać się miejscem spotkania zarówno miłośników szeroko pojętej sztuki – ludowej czy fotograficznej, jak i pasjonatów historii – tej lokalnej i tej powszechnej.

    Wystawa jest elementem projektu “Fenomen sztuki kamieniarskiej ze Starego Brusna na Roztoczu”, dofinansowanego ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu w ramach programu Narodowego Centrum Kultury “EtnoPolska 2021”.

  • Sekrety Świątyni Słońca i innych niezwykłych miejsc w okolicy Horyńca

    Gratka dla wielbicieli okolic Horyńca, Roztocza i jego niezwykłych miejsc. Nowa książka „Polowanie na Słońce”, która odkrywa tajemnice Świątyni Słońca w Nowinach Horynieckich. Nabyć można ją tylko przez portal zrzutka: https://zrzutka.pl/z/polowanienaslonce – a to dlatego, że dochód ze zbiorki przeznaczony będzie na wydanie kolejnych jej części.

    Jak powstała książka i o czym dokładnie jest? Poczytajcie poniżej:

    „Postanowiliśmy wybrać się na wiosnę, w dzień przesilenia, do tajemniczego kamienia nazywanego Świątynią Słońca, w Nowinach Horynieckich. Podczas tej wyprawy odkryliśmy coś niezwykłego. To zainspirowało nas do opisania tej wyprawy. Z pozoru zwykła wycieczka rowerowa przerodziła się dość niezwykłą nowelę o charakterze przewodnika po miejscach nieoczywistych i pewnej tajemnicy, jaka kryje się tuż obok. Postanowiliśmy się podzielić naszymi wrażeniami z innymi, stąd przy pomocy Wydawnictwa Gorajec wydana została nowela-przewodnik „Polowanie na Słońce”. Od początku zakładaliśmy, że chcemy napisać drugą nowelę z kolejną wyprawą w niezwykłe miejsce. Stąd nasz pomysł zbiórki. Dajemy Wam gotową pierwszą nowelę, wpłacając datek możecie ją nabyć i tym samym przyczynić się do wydania kolejnej książki.”

    Autorami są: Pati Maczyńska i Grzegorz Ciećka.

    Poniżej filmik promujący książkę „Polowanie na Słońce”:

  • Wodospad na Racie w Werchracie

    Dziś nie lada gratka dla poszukiwaczy mało znanych i ciekawych miejsc. Mamy dla Was wodospad na Racie w Werchracie. Znaleźć można go TUTAJ

    Ku pamięci tragicznie zmarłego Zygfryda Tęczra w 1939 roku, który na pobliskiej stacji kolejowej zmarł rozerwany przez bombę z niemieckiego samolotu, który bombardował składy na stacji, nazywamy go Wodospadem Zygfryda.

  • Książka „Co widziały cztery ściany” – nasz patronat

    Współpracująca z naszym stowarzyszeniem Pati Maczyńska, wydała przy pomocy Wydawnictwa Psychoskok, nową książkę. Twórczość Pati wcześniej skoncentrowana była głównie na opowieściach przygodowych z elementami fantasy, tym razem postanowiła zająć się bardzo trudnym tematem, jakim jest przemoc domowa. Stowarzyszenie „Tegit et protegit”, jak mówi nasza nazwa: „Osłania i chroni”, podejmuje także trudne tematy społeczne. Dlatego patronujemy tej książce. Gdy minie okres obostrzeń związanych z pandemią, będziemy mieć dla Was niezwykłe wydarzenie performatywne związane z tym tematem.

    Teraz zapraszamy do zapoznania się z opisem książki na stronie: autorzy365.pl

    I zakupu na stronie gandalf.com.pl

    fot. facebook.com/pati.maczynska

  • Krzyż Grobelski – z niego wyciekała krew…

    22 maja 1982 roku w Nowej Grobli w centrum wioski miało miejsce niecodzienne wydarzenie, drewniany krzyż nagle zaczął krwawić – z niewiadomych powodów zaczęła się wydobywać z niego czerwona ciecz. Wywołało to sensację i po pewnym czasie na miejsce zaczęli przybywać ludzie z całego kraju. Poznajmy historię tego cudu, wciąż mało znanego i tajemniczego, bowiem w czasach PRLu tego typu wydarzenia musiały być stłumione.

    Pierwotnie Nowa Grobla była małą wioską, w której znajdywał się największy staw w regionie, na którym znajdywało się 9 wysepek. Trudno się tu uprawiało ziemię, bowiem była ona piaszczysta, do dziś wieś słynie z piaskowni. W 1938 roku właścicielka okolicznych dóbr hrabina Zamojska dzięki staraniom miejscowych katolików wydzieliła działkę, na której miał być wybudowany drewniany kościół. Plac został poświęcony i postawiono na nim brzozowy krzyż. Poświęcenie miało bardzo doniosłą oprawę, odbyło się nabożeństwo w asyście chóru z Oleszyc. Potem w budynku nieopodal, w którym była szkoła, tymczasowo miały się odbywać nabożeństwa, aż do wybudowania kościoła. Niestety wojna w 1939 roku zniweczyła plany budowy, materiał budowlany został rozkradziony.

    W czasie wojny jeden z mieszkańców wsi dokonał aktu profanacji poświęconego krzyża i chciał go ściąć siekierą, ale przeszkodził mu mieszkający obok gospodarz. Niestety krzyż szybko zaczął się przechylać i gnić, dlatego postanowiono postawić nowy w 1943 roku. Wieś była wtedy pod okupacją niemiecką, wszędzie chodzili żołnierze, dlatego wyjaśniono im, że ludzie chcą nowego krzyża, dwóch z nich postanowiło nawet pomóc w ustawieniu nowego. Odbywały się przy nim nabożeństwa majowe, czerwcowe i październikowe. Stał do 1972 roku, wtedy mieszkańcy Nowej Grobli postanowili postawić nowy na miejsce spróchniałego.

    W sobotę 22 maja 1982 roku zauważono, że z krzyża wydobywa się jakaś czerwona ciecz. Wywołało to ogromną sensację. Zaczęli się pojawiać ludzie z okolic by zobaczyć te cuda, a potem nawet zaczęli przybywać z całego kraju i zza granicy.

    Pierwsze wyciekającą czerwoną ciecz zauważyły dzieci bawiące się w okolicy, szybko powiadomiły o tym starszych. Wyglądała ona i zachowywała się jak krew, wydobywała się z krzyża zazwyczaj w piątki i soboty na przestrzeni kilku lat. Zaskoczeni ludzie mówili o różnych powodach wycieku krwi, jedni nie wierzyli w samoistny wypływ mówiąc, że ktoś chlapie farbą jak nikt nie widzi, inni że źle się dzieje we wsi i ludzie muszą się nawrócić. Przybywający pielgrzymi oczekując łask uzdrowienia ocierali o krew obrazki, różańce, krzyżyki, chusteczki. Jeden z pielgrzymów sfotografował krzyż i na jego zdjęciu ukazała się twarz Chrystusa w koronie cierniowej. Po pewnym czasie, zapewne jakiś ubek, postanowił zamalować krzyż farbą, by zatuszować wyciekającą krew, ale nic to nie dało, nadal wyciekała swoim rytmem, jakby z pulsem bijącego serca. By zabezpieczyć miejsce wypływu, zrobiono specjalną gablotę. Czerwony płyn postanowił zbadać sanepid. Wzięto próbki i poddano analizie, okazało się, że ciecz jest krwią, tylko nie posiada białych krwinek…

    Krzyż Grobelski oprócz wypływającej z krzyża niezwykłej cieczy wywołał inne niezwykłe zjawiska. Ludziom objawiały się postacie Pana Jezusa i Matki Bożej, Świętej Rodziny, cyfr rzymskich. Pan Staromiejski z Bihal miał prywatne objawienie Maryi, na znak wdzięczności ufundował figurę Matki Bożej stojącej na placu kościelnym. „Cud w Nowej Grobli” był opisany w lokalnej prasie, a nawet w czasopismach polskich za granicą.

    Wydarzenia te zdopingowały mieszkańców do tego, by wybudować w Nowej Grobli kościół. 17 X 1983 r. zaczęto robić wykopy pod fundament niedaleko od krzyża. Dzięki ofiarności mieszkańców Nowej Grobli i pielgrzymów stale tu przybywających budowę ukończono po 86 dniach. Kościołowi nadano tytuł „Najświętszego Serca Pana Jezusa”. Wtedy też krew przestała wyciekać.

    W maju tego roku będziemy mieć 35 rocznicę krwawiącego krzyża w Nowej Grobli. Warto udać się tam wtedy na odpust. Miejsce z krzyżem oczywiście zaznaczone na mapie dla tych, którzy zechcą odwiedzić to miejsce. Namiar GPS: 50.08298, 23.00917

  • Kapliczka Pięć Sosen

     Głęboko w lesie, między Majdanem Lipowieckim a Wólką Żmijowską, na ziemi wielkoockiej znajdziemy unikalne drzewo, to potężna sosna, z której pnia wyrasta pięć konarów, przy niej stoi kapliczka nazywana Kapliczką Pięć Sosen.
    Tutaj ponad trzysta lat temu, nieopodal leśnego źródełka miała się dzieciom objawić Matka Boża. Dawnymi czasy w okolicy były łąki i mokradła, dzieci zajmowały się pasieniem krów, żeby się napić wody i ugasić pragnienie, szukały źródełek. Jedno z takich źródełek było na miejscu nazywanym Płomień, gdzie wyrastało pięć sosen z jednego pnia.
    Matka Boża za pośrednictwem dzieci zachęcała ludzi do pokuty, czyli doskonalenia swojej wiary. W miejscu objawienia przy pięciu sosnach postawiono kapliczkę, a w niej umieszczono wizerunek (ikonę) Matki Bożej Nieostającej Pomocy. Po objawieniu, woda z źródełka miała uzdrawiające właściwości, czego doświadczyło wielu ludzi.
    Z pobliskiej parafii Lipowice, 28 sierpnia w greckokatolickie święto Wniebowzięcia Matki Bożej, udawała się do Sanktuarium Matki Bożej na Płomieniu procesja odpustowa, gdzie odprawiano nabożeństwo.

    W 1944 roku kaplica została zniszczona przez sowietów, którzy nieopodal mieli swoje ziemianki a ikona zginęła. Gdy wojna się skończyła, w okolicę Wielkich Oczu przybył pododdział Wojsk Ochrony Pogranicza, by ochraniać miejscową ludność przed partyzantką. W listopadzie 1946 roku dwóch żołnierzy miało wyznaczony do patrolowania teren w okolicy Płomienia, jeden z nich przechodząc nieopodal pięciu sosen doznał nagle olśnienia, miał widzenie. Objawiła się mu piękna postać w białej powłóczystej sukni, która wyciągała do niego ręce i mówiła:
    „Nie bój się, nie jestem wrogiem a przyjacielem, chcę byś wybudował mi domek” usłyszał ciepły głos, który mówił dalej „Jestem Matką Bożą”, wtedy żołnierz zapytał: „jak mam w to uwierzyć”? Wtedy Matka Boża przybliżyła się do żołnierza i położyła swoją rękę na jego piersi, zostawiając znak pięciu palców, mówiąc że to znak, by pamiętał o domku przy pięciu sosnach. Żołnierz podszedł do drzewa, które mu wskazała Maryja i zobaczył nieopodal źródełko i ruiny kapliczki.
    Gdy wrócił do koszar w Wielkich Oczach, wieczorem zdjął koszulę i zobaczył, że ma na piersi odciśnięty ślad pięciu palców, w miejscu, gdzie Pani położyła mu rękę, do tej pory myślał, że mu się coś przywidziało, ale pięć palców natchnęło go do działania. Następnego dnia zaczął szukać cieśli, który by wykonał kapliczkę. W Skolinie trafił na Jana Kuchtę, któremu zwierzył się ze swojego widzenia, niestety żołnierz został szybko przeniesiony do innego miejsca i kwestia kapliczki stanęła w miejscu.

    W 1973 roku Jan Kuchta wracał przez las Płomień z odpustu w Krowicy. Koło miejsca, gdzie było objawienie przy pięciu sosnach usłyszał kwilenie, myślał że to sarna złapała się w sidła, podszedł do zarośli i wypatrywał zwierzęcia, wtedy usłyszał głos: „Zbuduj mi domek, chcę tu mieszkać”. Gdy podniósł wzrok, zobaczył pięć sosen, to z nich dochodził ten głos. W domu przypomniał sobie opowieść żołnierza, który miał tam widzenie Pani. Postanowił zabrać się do zbudowania kapliczki, którą oparł o pięć sosen. Wieści o kapliczce i widzeniu żołnierza szybko się rozeszły, ludzie też pamiętali o pierwotnym objawieniu w tym miejscu i znów zaczęli udawać się do tego miejsca. Przybywający do kapliczki zostawiali w kapliczce różne wota, żeby się spełniły ich modlitwy i jako podziękowanie za wszelkie otrzymane łaski ludzie zostawiali obrazki, łańcuszki z medalikami, różańce, broszki, tarcze uczniowskie, dzieci zostawiały zabawki a nawet smoczki. Na ołtarzu znajdowały się zeszyty a w nich zapisywano dziękczynienia i prośby ludzi, którzy przybywali z całego kraju i świata.

    W listopadzie 2006 roku z niewyjaśnionych przyczyn kapliczka spłonęła, jednocześnie częściowo spaliła się sosna. Przyczyn nie ustalono. Być może ktoś postanowił zapalić świeczkę albo znicz w kapliczce i nagromadzona duża ilość rzeczy się zapaliła… warto tutaj przywołać stare zwyczaje biblijne, kiedy to uważano, że ofiarę Bogu składa się poprzez jej spalenie, może te wszystkie wota musiały zostać spalone? Czasami jakieś nieszczęście paradoksalnie staje się przyczyną czegoś bardziej pozytywnego.

    19 maja 2007 roku postawiono nową większą kapliczkę, dzień później została poświęcona przez księdza z Łukawca. Teraz w 2017 roku w maju będziemy mieć 10 rocznicę odnowienia tego miejsca, warto się tam udać, i zostawić swoje wota. Każdy ma za co dziękować, pamiętajmy że wdzięczność to bardzo pozytywny stan duchowy, jest odpowiedzią na otrzymane dobro…

    Namiary GPS kapliczki do mapy google: 50.06004, 23.21286

    Tak wyglądała kapliczka zanim nie spaliła się.

    Pięć sosen przez spaleniem. źródło 2 fotografii: www.exoticpoland.zm.org.pl

    Postscriptum

    Wielu psychologów od lat bada, dlaczego wdzięczność wpływa pozytywnie na nasze samopoczucie a w konsekwencji także na zdrowie. Dr Robert Emmons, psycholog oraz profesor na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis, który całe swoje życie naukowe poświecił właśnie wdzięczności, doszedł do takich wniosków:

    Bycie wdzięcznym zwiększa nasze poczucie szczęścia, co najmniej o 25 %
    Wpływa na lepszy sen
    Zwiększa naszą życiową energię
    Obniża stres
    Bycie wdzięcznym, zwłaszcza w trudnych sytuacjach, pozwala nam dużo lepiej poradzić sobie z nimi, obniżając tym samym szanse na depresje w wyniku ciężkich doświadczeń.
    Regularne praktykowanie wdzięczności buduje naszą psychologiczną siłę: psychologiczny system ochronny
    Poprzez redukcję stresu, dobre samopoczucie, wzmacniamy nasz system odpornościowy
    Praktykowanie wdzięczności wpływa na to, że więcej ćwiczymy i w lepszy sposób dbamy o swoje zdrowie – wiemy, że nie jest to pewnik dany nam raz na zawsze, wiec chcemy zadbać o siebie jak najlepiej
    Jesteśmy skłonni do wybaczania, tym samym nie trzymamy w sobie negatywnych emocji
    Odczuwamy radość życia, tym samym jesteśmy bardziej empatyczni, budujemy zdrowe relacje z ludźmi, co jest dużo ważniejsze niż aspekty materialne.

    źródło: hwellbelicious.com

  • Powrót dzwonów do cerkwi w Gorajcu

    W dniu 27 września o godz. 12.30 w gorajeckiej świątyni odbędzie się wyjątkowy chrzest – chrzest dzwonów, które po ponad 70 letniej przerwie powrócą do tej wyjątkowej wsi i znów zabrzmią z dzwonnicy gorajeckiej cerkwi.

    Cerkiew w Gorajcu, która obecnie pełni funkcję kaplicy rzymskokatolickiej jest jednym z najcenniejszych zabytków architektury drewnianej w Polsce. Wybudowana w 1586 nieprzerwanie służy mieszkańcom tej malowniczej podkarpackiej miejscowości. Trzy dzwony o imionach Michał, Jan i Piotr zostały w czasie wojny ukryte przez mieszkańców, ponieważ stanowiły cenny łup wojenny. W Gorajcu znaleziono sprytny sposób szybkiego i niepozostawiającego śladów ukrycia dzwonów. Topiono je w studniach. Niestety mimo rzetelnych poszukiwań pana Adama Bobrowicza, nie udało się ukrytych dzwonów odszukać. Dlatego sołtys wsi Henryk Nienajadło postanowił zmobilizować mieszkańców, zarówno obecnych jak i tych dawnych do zakupu nowych dzwonów i nazwaniu ich imionami swoich poprzedników. Sołtys podkreśla, że dzwony są potrzebne, a miejscowa legenda mówi, że powrót dzwonów jest warunkiem powrotu życia do wsi, w której obecnie mieszka zaledwie 41 mieszkańców. Mieszkańcy liczą, więc, że nowe dzwony zapewnią Gorajcowi aktywny rozwój.

    Sama ceremonia poświęcenia dzwonów będzie miała też wyjątkowy charakter, gdyż wezmą w niej udział zarówno rzymsko jak i grekokatoliccy duchowni. Jest to symbol wielokulturowych korzeni gorajeckiej świątyni, która przez stulecia służyła wyznawcom chrześcijaństwa różnych obrządków. Początkowo prawosławia, od momentu unii brzeskiej grekokatolikom, a obecnie rzymskokatolickiej społeczności miejscowości. Dzięki powrotowi do cerkwi ikonostasu od 2011 corocznie odprawiane są w niej również nabożeństwa w liturgii wschodniej.

    Dzwony gorajeckie zostały ufundowane przez: Św. Michał – Irenę i Adama Bobrowiczów; Św. Jan Apostoł i Ewangelista – ks. kan. dr. Stanisława Solilaka oraz największy z nich Św. Piotr – ufundowany przez byłych i obecnych mieszkańców Gorajca – z racji 100. Rocznicy urodzin św. Jana Pawła II.

    Dzwony są swoistym symbolem odrodzenia miejscowości i porozumienia w duchu wiary pomiędzy Ukraińcami i Polakami niegdyś wspólnie zamieszkującymi tę miejscowość.

    Dzwony:

    Już od IX wieku używano dzwonów w celach świeckich. Zwoływały one lud pod broń, wzywały do gaszenia pożarów, ratowania z powodzi lub ostrzegały przed napadem wroga.

    Były więc przed wynalezieniem innych środków masowej komunikacji jedynym sposobem, by zgromadzić ludzi.

    Przewodnik po gorajeckiej świątyni Jolanta Piotrowska często opowiada turystom, że zastosowanie dzwonów jest nie tylko praktyczne, ale przede wszystkim duchowe. Dzwony są określane jako „Pismo w dźwięku” w odróżnieniu od „Pisma w obrazie” , stanowią broń w walce duchowej. Ustalił się obyczaj święcenia dzwonów zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz. Kapłan kładzie ręce na dzwon, aby go błogosławić. Nadaje mu się wówczas imię świętego.

    Powrót dzwonów to kolejny z elementów renowacji zabytkowego kompleksu cerkiewnego w Gorajcu. Po przeprowadzonym na początku XXI wieku remoncie świątyni, obecnie rozpoczęły się prace zabezpieczające bezcenne polichromie. Dotychczas mieszkańcy wsi zebrali na ich remont 50 tys zł. Potrzebują, aż 370 tys. zł.

    autor: Marcin Piotrowski

  • Huta Kryształu pod Narolem i szkiełka z tej huty, jakie można dziś znaleźć

    w 1717 roku, alchemik Franciszek Konstanty Fremel, na zlecenie hetmana Adama Mikołaja Sieniawskiego, zwiedza starostwo lubaczowskie w poszukiwaniu dogodnego miejsca na budowę huty kryształu, unikalnej i najcenniejszej odmiany szkła. Wybiera miejsce pod Wielkim Działem, jednym z największych wzniesień Roztocza. Po kilku miesiącach budowy budynków i pieca hutniczego w listopadzie 1717 roku następuje pierwsze uruchomienie huty i powstają pierwsze wyroby z kryształu. To początek najwspanialszej roztoczańskiej manufaktury, której wyroby są dziś bezcenne.

    Hetman Sieniawski, chcąc podkreślić swój splendor, poszukiwał i sprowadzał „crème de la crème” mistrzów szklarskich: hutników i dekoratorów ze Śląska, Saksonii i Czech, którzy na miejscu kształcili lokalnych pracowników dla tej huty. Wyroby z Huty Kryształowej pod Narolem, trafiały ze względu na swoją wysoką cenę, głównie na dwory magnackie. Produkowano oprócz wystawnych naczyń stołowych, także żyrandole i tafle szklane. Pałac w Wilanowie, liczne kościoły i dwory były szklone właśnie taflami z Huty Kryształowej Sieniawskich. Dobrze zorganizowana manufaktura, z wysokiej klasy specjalistami, nie tylko produkowała dziś bezcenne szkła, ale wykształciła charakterystyczne i unikalne wzornictwo, po którym można rozpoznać wyroby z huty Sieniawskich.

     

    Po kilkunastu latach, po śmierci hetmana, huta przeszła w zarząd nowego starosty lubaczowskiego, kanclerza wielkiego koronnego Jana Sebastiana Szembeka. Cześć specjalistów odeszła, stąd wpłynęło to negatywnie na jakość wyrobów z huty. Następnie w 1756 roku, staraniem Jerzego Augusta Mniszcha, marszałka nadwornego koronnego, ostatniego przed rozbiorami starosty lubaczowskiego, huta została przeniesiona nieopodal Baszni. Skończyła się piękna historia huty pod Wielkim Działem, którą ze względu na obecną nazwę Stara Huta, przejęła Huta Kryształowa za Basznią. Powoduje to wiele przekłamań historycznych i niedopowiedzeń. Obecna Huta Kryształowa pod Basznią ma niewielki dorobek historyczny i artystyczny, natomiast Stara Huta stała się dla wielbicieli szkła fenomenem i producentem bezcennych kryształów o unikalnym wzornictwie, którym chełpiły się najbogatsze rody magnackie ówczesnych czasów.

     

    Próżno dziś szukać pod Basznią żużla szklanego i elementów stłuczki szklanej. Za to w Starej Hucie dziś można znaleźć fantastyczne artefakty szklane. Ostatnie znalezisko to, zapewne, kryształowy element nakrywki na kielich. Wielu poszukiwaczy znajduje niezwykłe elementy szklane, nawet elementy z ornamentami! Historia tutaj przytoczona jest tylko kropelką historyczną. Szukajcie więcej historii TUTAJ. Natomiast zrozumienie kunsztu mistrzów z Huty Kryształowej może nastąpić tylko poprzez osobistą interakcję z wyrobami kryształowymi. Szukajcie ich w muzeach w całym kraju 🙂

    opracowanie GLC