Kategoria: Artykuły

  • Cmentarz z I Wojny w Łukawcu

    13 czerwca 1915 roku w okolicy Łukawca rozpoczęła się bitwa między armią rosyjską a austriacko-niemiecką. Mieszkańcy Łukawca i okolicznych wsi obawiając się, że spłonie cały ich dobytek, szybko wynieśli różne przedmioty z domostw i uciekli w las, by się ukryć.

    Rosjanie starali się utrzymać swoje pozycje, natomiast Austriacy napierali, ich celem było zdobycie Lwowa. Bitwa w rejonie wielkoockim rozpoczęła się rankiem huraganowym ogniem artyleryjskim Austriaków. Trwała do 16 czerwca, pochłaniając wiele ofiar. Poległ tutaj między innymi niemiecki profesor prawa Uniwersytetu w Halle kpt. Johannes Biermann (jego ojcem był znany niemiecki artysta malarz Karl Eduard Biermann). Łukawiec bardzo dotkliwie odczuł okupację Austriaków, bowiem mieszkańcy musieli utrzymać wojsko. Konfiskowano nie tylko żywność, ale także przedmioty metalowe, służące do wyrobu broni i amunicji. Pod koniec wojny we wsi założony został cmentarz, na którym pochowano wszystkich, którzy polegli podczas bitwy w 1915 roku. Leżeli oni w pojedynczych mogiłach porozrzucanych po okolicy.

    W 2012 roku staraniem Urzędu Gminy w Wielkich Oczach wysprzątano cmentarz i ogrodzono. W 2019 roku wykonano kolejne działania porządkowe, zamontowano 100 płytek z wygrawerowanymi nazwiskami poległych. Na cmentarzy spoczywa około 200 żołnierzy austriackich, niemieckich i rosyjskich. Lokalizacja cmentarza TUTAJ

    opracowanie GC, źródło info: „Łukawiec – dzieje galicyjskiej wsi” Bogumiła Kowal i Krzysztof Dawid Majus.

  • Mało znana historia lotników poległych w Czaplakach

    12 września 1939 roku, na Ziemi Lubaczowskiej pojawiły się wojska niemieckie. W Wielkich Oczach zwiastunem wojny była spektakularna potyczka powietrzna między polskim lekkim bombowcem Karaś z Eskadry Rozpoznawczej z Poznania, a nadlatującym od zachodu niemieckim myśliwcem Messerschmitt.

    KARAŚ miał za zadanie zbombardować kolumnę niemiecką zmierzającą z Jarosławia do Lubaczowa, ale został namierzony przez Niemców i ostrzelany w okolicy Wielkich Oczu, gdzie w przysiółku Czaplaki runął na ziemię i rozbił się. Zginęła załoga składająca się z podporucznika obserwatora Leona Nowickiego, starszego sierżanta pilota Konstantego Korzeniowskiego oraz plutonowego podchorążego Mariusza Pszennego. Zmarłych pochowano na miejscu katastrofy. Dopiero w 1989 roku odbyła się ekshumacja i szczątki umieszczono w kościele w trumnach, które po kilku miesiącach zostały zabrane na cmentarz lotników w Poznaniu. W lesie w Czaplakach (mniej więcej TUTAJ) postanowiono postawić pomnik upamiętniający katastrofę.

    źródło info: „Wielkie Oczy” Krzysztof Dawid Majus, opracowanie GC

  • Krzywe – wieś skazana na zapomnienie

    We wsi Krzywe wszystko zmierzało do tego, by nie było tam nic. Ostatnim bastionem była dzwonnica, która stała tylko siłą woli i przypominała o historii w większości już nieistniejącej wsi. Pojawił się wtedy pomysł, by Krzywe dobić, i zabrać zrujnowaną dzwonnicę do Nowego Brusna. Na szczęście nie udało się, dzwonnica się ostała a nawet została wyremontowana.

    Wieś powstała w XVII wieku, gdy została wydzielona z sąsiedniego majątku lubaczowskiego. Jej kolejnymi właścicielami byli: Teodor Aleksander Czesławski, Tomasz Aleksander Gąsecki, Franciszek Głogowski, Stefan Kapuściński. Następnie Witwiccy, Radkiewicze, Michał Kislinger i w końcu majątek dostał się w ręce książąt Ponińskich z Horyńca. Ostatnimi właścicielami była rodzina Karłowskich.

    Folwark we wsi Krzywe usytuowany był na kumulacji terenu przy drodze wojewódzkiej między Podemszczyzną, a Dąbrową. Miejsce namierzymy po drodze polnej, która odbija od wojewódzkiej i wychodzi prosto do wsi Krzywe, nieopodal dzwonnicy z cmentarzem. Dziś po folwarku nie został praktycznie żaden ślad, tylko zamaskowane krzakami gruzowisko. Przy zabudowaniach przy drodze stał krzyż, niestety nie wiemy jaki, bowiem nie ma po nim żadnego śladu. Gdy udamy się w kierunku cerkwiska, gdzie dziś znajdziemy tylko dzwonnicę, zobaczymy w okolicy tylko pola. Tymczasem jeszcze przed wojną dzwonnica stała przy drodze, przy której rozciągała się wieś.

    edynym szczególnym śladem po właścicielach Krzywego jest monumentalny pomnik na starym cmentarzu przy dzwonnicy. Znajdziemy na nim taką inskrypcję:

    DOM wiecznego spoczynku. Tu pod tym zimnym głazem spoczywa matka z dziećmi, Marya Roberta z Jackowskich Kislinger. Przeżywszy 37 lat zasnęła w Panu dnia 27 października 1881 R

    Najukochańsza żona właściciela dóbr Krzywe wzorowa matka.

    O Boże przyjm dusze swych dzieci na swoje święte łono. Najdroższej żonie mąż z dziećmi, proszą o pozdrowienie Anielskie

    Cerkiew we wsi postawiona została około 1717 roku i dotrwała do 17 maja 1895, wtedy strawił ją pożar. Udało się odbudować tylko dzwonnicę bramną. Według Karola Notza świątynia była podłużna, bardzo mała i oryginalna, z jedną kopułą. Miała wezwanie Opieki Maryi. Był w niej cudowny, bardzo stary obraz Matki Bożej, niestety spłonął.

    W 2019 roku podjęto prace renowacyjne zrujnowanej dzwonnicy, planuje się odnowić także cmentarzyk przycerkiewny. Dzwonnica po remoncie ma także być wyposażona w dzwon. Rozpoczął się proces odzyskiwania pamięci! Stąd mamy do czytelników prośbę, jeżeli znacie jakieś historie związane z wsią Krzywe, cmentarzem czy dzwonnicą, prosimy o komentarz pod artykułem 🙂

    Na miejsce traficie dzięki naszej aplikacji Ziemia Lubaczowska do pobrania sklepie play TUTAJ

     

     

    źródła info: „Zabytki Ziemi Lubaczowskiej”: Jadwiga Styrna, Agata Mamoń, Zabytkowa Architektura Dworsko Pałacowa Ziemi Lubaczowskiej: Janusz Mazur. Mapa www.przemysl.ap.gov.pl 

    opracowanie: GC

  • Cieszanów Rock Festiwal – 10 lat pracy, by stworzyć Wyspę Wolności!

    Cieszanów to wyspa wolności. Tylko w takim miejscu z takimi ludźmi możliwe było stworzenie jednego z najciekawszych rockowych festiwali w Polsce. Zapewne dlatego, postanowił w tym roku przyjechać Jurek Owsiak.

     

    W całym kraju festiwale rockowe mają coraz większe problemy. Rok temu z festiwalowej mapy Polski zniknął Czad Festiwal z Dębicy. Cieszanów nie tylko uchronił się przed upadkiem, ale zanotował rekordową frekwencję, dochodząc do około 10 tysięcy uczestników!

    Burmistrz Cieszanowa, Zdzisław Zadworny, jest osobą, która swoją wytrwałością w działaniu doprowadziła do stworzenia imprezy, którą Ziemia Lubaczowska może się przed całym krajem szczycić. Umiejętność ściągnięcia ekipy ludzi, którzy poświęcą także swój prywatny czas, by organizować festiwal, jest bardzo trudna. Jednakże w Cieszanowie jest wszystko możliwe. Czarowi tej imprezy uległ także Jurek Owsiak, który postanowił odwiedzić CRF w sobotę.

    Można odnieść wrażenie, że jesteśmy na przełomie. W Cieszanowie rodzi się kultowa impreza. Teraz wszystko zależy od tego, czy organizatorzy zaczną wprowadzać kolejne coraz odważniejsze zmiany, czy będą szli utartymi ścieżkami. Nie ma nic gorszego dla festiwalowiczów, jak monotonia. Ludzie kochają nowości, ale mają też sentyment do klimatu miejsca. Zazwyczaj uczestnicy, jak i media widzą dany festiwal tylko jako kolejne programowe wydarzenia, nie bierze się pod uwagę tego, po co faktycznie ludzie przyjeżdżają na taki festiwal. Rockowe festiwale są najczęściej kojarzone ze zjazdami wykolejeńców, ludzi mającymi nierówno pod sufitem, bo dziwnie się ubierają, czy też pod pryzmatem promila uczestników, którzy rozdrabiają, piją i palą. Warto tutaj wziąć poprawkę na rzeczywistość. Gdyby większość uczestników była faktycznie dnem społecznym, to Cieszanów po festiwalu byłby totalnie zdemolowany, tymczasem tuż po imprezie nic takiego nie widać. Wielu też boi się uczestniczyć w tego typu festiwalu, bowiem rozsiewana fama na temat dziwnych wybryków, powoduje, że ludzie ulegają takim historyjkom i powtarzają plotki. Tymczasem głównym tematem rockowych festiwali są hasła: wolność, miłość, pokój i muzyka! To jest właśnie główny problem, pacyfizm, niechęć do stosowania się do norm społecznych, czy też przeciwstawianie się zakusom władzy, która pragnie coraz większej kontroli nad społeczeństwem. Tego prosty człowiek nie jest w stanie znieść i uważa za zagrożenie. Natomiast dla wielu ludzi, rockowe festiwale to wyspy wolności. Miejsce, gdzie zbierają się ludzie z kraju i zagranicy, którzy nie uznają ograniczeń. I tutaj dochodzimy do sedna tego artykułu. Przez 10 lat pracy lokalnych włodarzy i aktywistów, udało się stworzyć wyspę wolności na Ziemi Lubaczowskiej! Za to burmistrzowi Zdzisławowi Zadwornemu należą się słowa uznania, bowiem niewiele jest takich miejsc w Polsce! Musimy to wykorzystać i rozbudować tę wyspę.

  • Pomalowaliśmy światłem wieżę ciśnień w Tymcach

    6 lipca 1884 roku nastąpiło otwarcie linii kolejowej na odcinku Jarosław – Sokal. Jedną ze stacji była, między innymi, Basznia. To tutaj, w 1954 roku, organizacja „Służba Polsce”, 330 metrów od torów kolejowych, dla potrzeb kolei wybudowała wieżę ciśnień. Między Stacją kolejową, a wieżą biegnie granica wsi Basznia i Tymce, dlatego sama wieża stoi już w Tymcach.

     

    Używana była do końca lat 70-tych do zaopatrywania w wodę parowozów. Od tego czasu zaczęła się jej powolna degeneracja. Na jej górnej kondygnacji widać dziurę, która została wybita przez złodziei złomu. Potem postanowiono zdemontować część wąskich, starych schodów, bowiem stanowiły niebezpieczeństwo dla ludzi.

     

    Obecnie władze Gminy Lubaczów mają plany, by wykorzystać ją do celów naukowych i chcą zrobić tam obserwatorium astronomiczne. My postanowiliśmy przetestować, jak wyglądałaby w nocy, gdyby została podświetlona kolorowym światłem. Efekt jest niesamowity. Na żywo oglądanie tego obiektu z oświetleniem zostawia niezapomniane wrażenia i sprawia, że staje się ona jedną z najważniejszych atrakcji Ziemi Lubaczowskiej. Może niedługo władze zdecyduję się na podświetlenie obiektu 🙂

     

    Szukajcie wieży przy pomocy naszej aplikacji Ziemia Lubaczowska 🙂

     

  • Dziady część V – pierwszy performance na Ziemi Lubaczowskiej

    Ekipa ziemialubaczowska.pl znów zaskakuje, tym razem w ramach Folkowisko – Poprawiny w Gorajcu, 2 sierpnia zorganizowaliśmy performance. Śmiało można powiedzieć, że to pierwszy performance na Ziemi Lubaczowskiej.

     

    Performance, to sytuacja artystyczna, w której zarówno przedmiotem, jak i podmiotem okazuje się być ciało performera. Wymaga od performera szczególnej świadomości swego ciała, gdzie ruch, gestykulacja, mimika tworzą całość razem ze stanem psychicznym. Dla podkręcenia atmosfery i zobrazowania innej rzeczywistości, zdecydowaliśmy się dodać elementy przedstawienia ze specjalnie skomponowaną scenerią.

     

    Miejsce do tego wydarzenia udostępnione zostało przez państwa Cencora i ich „Strefę Nadgraniczną”, gdzie znajdziemy niezwykłą ruinę, która kiedyś była stajnią. Wydarzenie nosiło nazwę „Dziady część V” i motywem przewodnim było wywoływanie ducha wieśniaka Macieja, który cierpiał katusze w czyśćcu, bowiem znęcał się nad zwierzętami za życia. Głównymi elementami scenografii były zdjęcia Alicji Mróz. Wykonała ona serię fotografii elementów ikonostasu z gorajeckiej cerkwi, gdzie znaleźć można było zwierzęta, na przykład woły, osła czy kozła. Inny element pokazywał scenę biblijną, gdzie Abraham chce zabić swojego syna. Ozdobione zostały łańcuchami, na ścianie namalowane zostały ślady zwierząt, całość podświetlona była kolorowymi światłami, by stworzyć klimat zaświatów. Ta kolorowa stajnia, to był czyściec, w którym tkwił duch Macieja.

     

    O godzinie 20:44 przed stajnią zebrało się kilkadziesiąt osób. Płonęło tam ognisko, a przy nim guślarka, w którą wcieliła się Elżbieta Sobol Kurus, rozpoczęła wywoływanie ducha. Nagle stajnia wypełniła się niebieskim śmierdzącym siarką dymem, z którego wyłonił się ubrany w białe szmaty duch wieśniaka Macieja, którego odgrywał Grzegorz Ciećka. W ręce miał stary zardzewiały łańcuch, który był głównym elementem performance artystycznego. To zmaganie z tym łańcuchem, będącym częścią ciała performera, było tym szczególnym doznaniem metafizycznym dla widzów.

     

    Z jednej strony to symbol niewoli i narzędzie do dręczenia zwierząt, a z drugiej, przedmiot, który był nierozłącznym elementem cierpiącej katusze duszy. To do tego łańcucha był przywiązany Maciej. Na jego drugim końcu można było sobie wyobrazić ciężar wszystkich złych uczynków względem zwierząt, które nie pozwalały podnieść się do nieba. Opowiadał on różne historie o tym jak dręczył zwierzęta w swojej stajni, niby bawiąc się łańcuchem, w rzeczywistości te powolne ruchy, to była próba pozbycia się go, ale nie było to możliwe. Łańcuch był też nim samym.

     

    To niezwykłe wydarzenie artystyczne było jedynym w swoim rodzaju przedstawieniem problemu, który do dziś nie jest dostrzegany. Do dziś na wsiach zwierzęta są wykorzystywane jak przedmioty. Służą do czegoś, mają swoją funkcję i obchodzi się z nimi jak z przedmiotem, na którym się można też wyżywać. Warto pokazywać, jaki ciężar dla psychiki człowieka tworzy dręczenie żywych istot.

    Inicjatywa artystyczna zrealizowana w ramach działań Stowarzyszenia „Tegit et Protegit” z Horyńca-Zdroju

     

     

     

  • Wystawa obrazów w dzwonnicy w Gorajcu

    Na Folkowisko – Poprawiny zorganizowana została wystawa obrazów w gorajckiej galerii sztuki w dzwonnicy. Artystka, której obrazy można poznać, to Elżbieta Sobol Kurus z Horyńca-Zdroju. Oglądać ją można jeszcze przez cały sierpień, na przykład przy okazji zwiedzania gorajeckiej cerkwi. Zapraszamy na wystawę! Poniżej kilka słów o artystce:

    Wychowywałam się w rodzinie, w której sztuka była czymś tak naturalnym jak powietrze i tak samo niezbędnym do życia. W domu na ścianach można było podziwiać obrazy mojego pradziada Stanisława Jankowskiego i jak również jego córek.
    Można rzec, przesiąknięta i napiętnowana pięknem tych dzieł malarskich od najmłodszych lat przejawiałam zainteresowanie w tej dziedzinie. Bardzo chciałam doścignąć ideały. Pradziadek swoje tematy czerpał z przyrody, wsi i ludowości.
    Jestem samoukiem i mam nadzieję, że dzięki temu moje obrazy są unikatowe i niepowtarzalne. Zawsze kochałam kolor i myślę że to właśnie cechuje prace wykonane przeze mnie.
    Staram się pokazać świat jakim go widzę bo taki jaki jest to oczywistość, może dlatego jest w nim tyle barw.
    Uważam że malarstwo jak i każdy inny rodzaj sztuki powinien wpływać pozytywnie na oglądającego i choć na chwilę oderwać od codzienności i przenieść w inny odrealniony świat. Sztuka moim zdaniem to pewnego rodzaju sacrum, gdy człowiek tworzy jest blisko Stwórcy i przebywa w zupełnie innym wymiarze.

     

  • Zapomniany cmentarz i cerkiew w Ułazowie

    W 1843 roku w Ułazowie została wybudowana nowa cerkiew na miejscu starszej. Z różnymi przygodami przetrwała do dziś. W 1986 roku prawie się spaliła, bo po mszy nie zgaszono świec i od nich zajęły się zasłony. Na szczęście straż pożarna ugasiła pożar. W internecie udało się znaleźć fotografię świątyni sprzed pożaru z 1972 roku! Fotografia pochodzi ze strony www.mandrivnyk.pl – gdzie znajdziecie więcej ciekawych fotek.

    Sama cerkiew jest mało znana pasjonatom regionu, niewielu było też w środku (obecnie ściany obite są boazerią). Natomiast jeszcze mniej znany jest cmentarz w Ułazowie. Gdy zobaczymy mapę z 1854 roku, zobaczymy, że składał się on z dwóch części. Większy główny i mniejszy być może epidemiczny.

    Dla kogoś, kto nie wie, że są na polach za wsią cmentarze, będą praktycznie nie do odnalezienia. Bowiem wydają się niepozornymi lasami. Ułazowski cmentarz mimo iż nie ma zbyt wielu nagrobków, możliwe, że sporo ich jest pod ziemią, to jest niebywale ciekawy. Są tam do tej pory krypty, takie małe piwniczki, do których można przypadkiem wpaść. Dlatego trzeba uważać gdy się tam chodzi. Znajdziemy tam stare drewniane krzyże, ale i także kamienne. Jeden z najstarszych kamiennych krzyży pochodzi z roku 1889. Cmentarzysko wygląda na nie ruszane przez długi czas. Trudno określić jakie ciekawostki leżą pod ziemią, bo krypty na pewno dawno temu już były rozszabrowane…

     

    opracowanie GC