• Pomalowaliśmy światłem wieżę ciśnień w Tymcach

    6 lipca 1884 roku nastąpiło otwarcie linii kolejowej na odcinku Jarosław – Sokal. Jedną ze stacji była, między innymi, Basznia. To tutaj, w 1954 roku, organizacja „Służba Polsce”, 330 metrów od torów kolejowych, dla potrzeb kolei wybudowała wieżę ciśnień. Między Stacją kolejową, a wieżą biegnie granica wsi Basznia i Tymce, dlatego sama wieża stoi już w Tymcach.

     

    Używana była do końca lat 70-tych do zaopatrywania w wodę parowozów. Od tego czasu zaczęła się jej powolna degeneracja. Na jej górnej kondygnacji widać dziurę, która została wybita przez złodziei złomu. Potem postanowiono zdemontować część wąskich, starych schodów, bowiem stanowiły niebezpieczeństwo dla ludzi.

     

    Obecnie władze Gminy Lubaczów mają plany, by wykorzystać ją do celów naukowych i chcą zrobić tam obserwatorium astronomiczne. My postanowiliśmy przetestować, jak wyglądałaby w nocy, gdyby została podświetlona kolorowym światłem. Efekt jest niesamowity. Na żywo oglądanie tego obiektu z oświetleniem zostawia niezapomniane wrażenia i sprawia, że staje się ona jedną z najważniejszych atrakcji Ziemi Lubaczowskiej. Może niedługo władze zdecyduję się na podświetlenie obiektu 🙂

     

    Szukajcie wieży przy pomocy naszej aplikacji Ziemia Lubaczowska 🙂

     

  • Muzyka, kordiał i książka „Cudzoziemka” w Pensjonacie Hagi

    Muzyka na żywo, smak kordiału i możliwość osobistego spotkania z autorką książki „Cudzoziemka”. Za nami kolejne niezwykłe spotkanie autorskie, które odbyło się 16 sierpnia w pensjonacie Hagi w Horyńcu-Zdroju. Tym razem odwiedziła nas BMW Sobol.

     

    Kawiarnia Pensjonatu Hagi to bardzo przyjazne miejsce dla autorów. Jeżeli coś jest tam organizowane, to od razu można mieć pewność, że będzie ciekawie. Spotkania autorskie w Hagi wymykają się z kanonu nudnych jak flaki z olejem, są jak mało znane danie regionalne, lub orientalna potrawa, zawsze zaskakujące. Tym razem mogliśmy skosztować smaku literatury dla kobiet. Tutaj krótki opis fabuły:

    W życiu Judyty, młodej studentki dziennikarstwa, sporo się ostatnio dzieje. Za chwilę czeka ją obrona pracy magisterskiej, a potem wakacje w Skandynawii w gronie przyjaciół, które mają pomóc uwolnić się od wspomnień o zakończonym związku. Wymarzona podróż na zachodnie wybrzeże Szwecji okaże się jednak dla Judyty początkiem poważnych tarapatów, a przymusowe dzielenie namiotu z byłym chłopakiem to najmniejszy z problemów, jakie na nią czekają…

    Wrzucona w sam środek leśnej głuszy, z dala od cywilizacji, wśród ludzi, którzy napawają ją lękiem i mówią niezrozumiałym językiem, dziewczyna będzie musiała na nowo nauczyć się żyć. Żyć w innym miejscu, przy innym mężczyźnie i w innej rzeczywistości…

     

    Spotkanie w Hagi prowadził jak zwykle Grzegorz Ciećka, który stara się za każdym razem stworzyć jakąś nową kreację i nowy klimat dla wydarzenia (na pewno pamiętacie spotkania z Robertem Gmiterkiem i Pati Maczyńską). Spotkanie musi być ciekawe, dlatego prowadzący musi znaleźć sposób na zainteresowanie ludzi. Stąd pomysł, by tłem dla spotkania były obrazy Elżbiety Sobol Kurus, która mieszka w Horyńcu i jest też siostrą BMW Sobol, oraz eliksir na koniec. Teoretycznie nie było planu, jak ma wyglądać spotkanie. Chwila miała sama je wykreować. Dzięki licznie przybyłym kuracjuszom, którzy byli bardzo ciekawi książki i autorki, udało się stworzyć ciekawą formułę, podczas której można było się sporo dowiedzieć, jednocześnie goście przekazywali ciekawe uwagi, tworząc kreatywną dyskusję.

     

    Trzeba przyznać, że z planowanego luźnego spotkania, przerodziło się ono w inteligencką rozmowę związaną z wydawało by się prostym tematem, który jest też motywem głównym książki, czyli jak odnaleźć się z nowej sytuacji. Na koniec słuchacze mogli skosztować nalewki ziołowej „kordiał ziemi lubaczowskiej”, która została specjalnie na to spotkanie udostępniona przez lokalnego specjalistę od nalewek.

    strona na fb autorki: www.facebook.com/B-M-W-Sobol

    Organizatorzy spotkania: ekipa ziemialubaczowska.pl, Stowarzyszenie Tegit et Protegit, Pensjonat Hagi

  • 16 sierpnia spotkanie autorskie z BMW Sobol w Hagi w Horyńcu

    16 sierpnia (piątek) o 19:30 w kawiarni pensjonatu Hagi odbędzie się spotkanie autorskie z B. M. W. Sobol, autorką książki „Cudzoziemka”. Barbara Maria Wiktoria Sobol pochodzi z Przemyśla, a obecnie pracuje w Cambrige. Jej siostra, utalentowana malarka, mieszka w Horyńcu 🙂 Uznaliśmy to za dobrą okazję, by pokazać kilka obrazów Elżbiety Sobol Kurus w Hagi, jako zapowiedź kolejnego niezwykłego wydarzenia. Postanowiliśmy zaprosić Barbarę do Hagi, bowiem jej twórczość idealnie wpisuje się w filozofię tego miejsca, gdzie szuka się „tego czegoś”, czyli małych radości.

     

    Jak zwykle spotkanie autorskie poprowadzi Grzegorz Ciećka, który podczas rozmowy będzie starał się zabrać uczestników w świat skandynawskiej sztuki szczęścia, u Duńczyków nazywana jest „hygge”, a u Szwedów „lagom”. Książki są bardzo ważnym elementem wchodzenia w stan oderwania od naszej często trudnej rzeczywistości, dlatego proponujemy Wam tym razem „Cudzoziemkę”, jako antidotum na nudę. Książkę można wpisać w nurt literatury kobiecej.

    B. M. W. Sobol w jednym z wywiadów tak pisze o swojej książce:

    Z wielkim zainteresowaniem śledzę to, jak moi czytelnicy odbierają „Cudzoziemkę”. To fascynujące – z każdą recenzją odkrywam coś nowego na temat własnej powieści. Każdy odbiera ją inaczej i to jest piękne. Dla mnie „Cudzoziemka” jest historią o przemianie, poszukiwaniu samego siebie, o tym, że zbyt często szukamy szczęścia gdzieś daleko, nie dostrzegając jak wiele mamy wokół siebie.

     

    fot: Agnieszka Bendkowska

    Poniżej krótki opis fabuły książki:

    W życiu Judyty, młodej studentki dziennikarstwa, sporo się ostatnio dzieje. Za chwilę czeka ją obrona pracy magisterskiej, a potem wakacje w Skandynawii w gronie przyjaciół, które mają pomóc uwolnić się od wspomnień o zakończonym związku. Wymarzona podróż na zachodnie wybrzeże Szwecji okaże się jednak dla Judyty początkiem poważnych tarapatów, a przymusowe dzielenie namiotu z byłym chłopakiem to najmniejszy z problemów, jakie na nią czekają…

    Wrzucona w sam środek leśnej głuszy, z dala od cywilizacji, wśród ludzi, którzy napawają ją lękiem i mówią niezrozumiałym językiem, dziewczyna będzie musiała na nowo nauczyć się żyć. Żyć w innym miejscu, przy innym mężczyźnie i w innej rzeczywistości…

    Zapraszamy na spotkanie, będziemy mieć dla was niespodziankę, skosztujecie eliksiru „wzmacniającego serce” wyprodukowanego z ziół z Ziemi Lubaczowskiej 🙂

     

  • Dziady część V – pierwszy performance na Ziemi Lubaczowskiej

    Ekipa ziemialubaczowska.pl znów zaskakuje, tym razem w ramach Folkowisko – Poprawiny w Gorajcu, 2 sierpnia zorganizowaliśmy performance. Śmiało można powiedzieć, że to pierwszy performance na Ziemi Lubaczowskiej.

     

    Performance, to sytuacja artystyczna, w której zarówno przedmiotem, jak i podmiotem okazuje się być ciało performera. Wymaga od performera szczególnej świadomości swego ciała, gdzie ruch, gestykulacja, mimika tworzą całość razem ze stanem psychicznym. Dla podkręcenia atmosfery i zobrazowania innej rzeczywistości, zdecydowaliśmy się dodać elementy przedstawienia ze specjalnie skomponowaną scenerią.

     

    Miejsce do tego wydarzenia udostępnione zostało przez państwa Cencora i ich „Strefę Nadgraniczną”, gdzie znajdziemy niezwykłą ruinę, która kiedyś była stajnią. Wydarzenie nosiło nazwę „Dziady część V” i motywem przewodnim było wywoływanie ducha wieśniaka Macieja, który cierpiał katusze w czyśćcu, bowiem znęcał się nad zwierzętami za życia. Głównymi elementami scenografii były zdjęcia Alicji Mróz. Wykonała ona serię fotografii elementów ikonostasu z gorajeckiej cerkwi, gdzie znaleźć można było zwierzęta, na przykład woły, osła czy kozła. Inny element pokazywał scenę biblijną, gdzie Abraham chce zabić swojego syna. Ozdobione zostały łańcuchami, na ścianie namalowane zostały ślady zwierząt, całość podświetlona była kolorowymi światłami, by stworzyć klimat zaświatów. Ta kolorowa stajnia, to był czyściec, w którym tkwił duch Macieja.

     

    O godzinie 20:44 przed stajnią zebrało się kilkadziesiąt osób. Płonęło tam ognisko, a przy nim guślarka, w którą wcieliła się Elżbieta Sobol Kurus, rozpoczęła wywoływanie ducha. Nagle stajnia wypełniła się niebieskim śmierdzącym siarką dymem, z którego wyłonił się ubrany w białe szmaty duch wieśniaka Macieja, którego odgrywał Grzegorz Ciećka. W ręce miał stary zardzewiały łańcuch, który był głównym elementem performance artystycznego. To zmaganie z tym łańcuchem, będącym częścią ciała performera, było tym szczególnym doznaniem metafizycznym dla widzów.

     

    Z jednej strony to symbol niewoli i narzędzie do dręczenia zwierząt, a z drugiej, przedmiot, który był nierozłącznym elementem cierpiącej katusze duszy. To do tego łańcucha był przywiązany Maciej. Na jego drugim końcu można było sobie wyobrazić ciężar wszystkich złych uczynków względem zwierząt, które nie pozwalały podnieść się do nieba. Opowiadał on różne historie o tym jak dręczył zwierzęta w swojej stajni, niby bawiąc się łańcuchem, w rzeczywistości te powolne ruchy, to była próba pozbycia się go, ale nie było to możliwe. Łańcuch był też nim samym.

     

    To niezwykłe wydarzenie artystyczne było jedynym w swoim rodzaju przedstawieniem problemu, który do dziś nie jest dostrzegany. Do dziś na wsiach zwierzęta są wykorzystywane jak przedmioty. Służą do czegoś, mają swoją funkcję i obchodzi się z nimi jak z przedmiotem, na którym się można też wyżywać. Warto pokazywać, jaki ciężar dla psychiki człowieka tworzy dręczenie żywych istot.

    Inicjatywa artystyczna zrealizowana w ramach działań Stowarzyszenia „Tegit et Protegit” z Horyńca-Zdroju

     

     

     

  • Wystawa obrazów w dzwonnicy w Gorajcu

    Na Folkowisko – Poprawiny zorganizowana została wystawa obrazów w gorajckiej galerii sztuki w dzwonnicy. Artystka, której obrazy można poznać, to Elżbieta Sobol Kurus z Horyńca-Zdroju. Oglądać ją można jeszcze przez cały sierpień, na przykład przy okazji zwiedzania gorajeckiej cerkwi. Zapraszamy na wystawę! Poniżej kilka słów o artystce:

    Wychowywałam się w rodzinie, w której sztuka była czymś tak naturalnym jak powietrze i tak samo niezbędnym do życia. W domu na ścianach można było podziwiać obrazy mojego pradziada Stanisława Jankowskiego i jak również jego córek.
    Można rzec, przesiąknięta i napiętnowana pięknem tych dzieł malarskich od najmłodszych lat przejawiałam zainteresowanie w tej dziedzinie. Bardzo chciałam doścignąć ideały. Pradziadek swoje tematy czerpał z przyrody, wsi i ludowości.
    Jestem samoukiem i mam nadzieję, że dzięki temu moje obrazy są unikatowe i niepowtarzalne. Zawsze kochałam kolor i myślę że to właśnie cechuje prace wykonane przeze mnie.
    Staram się pokazać świat jakim go widzę bo taki jaki jest to oczywistość, może dlatego jest w nim tyle barw.
    Uważam że malarstwo jak i każdy inny rodzaj sztuki powinien wpływać pozytywnie na oglądającego i choć na chwilę oderwać od codzienności i przenieść w inny odrealniony świat. Sztuka moim zdaniem to pewnego rodzaju sacrum, gdy człowiek tworzy jest blisko Stwórcy i przebywa w zupełnie innym wymiarze.

     

  • Zapomniany cmentarz i cerkiew w Ułazowie

    W 1843 roku w Ułazowie została wybudowana nowa cerkiew na miejscu starszej. Z różnymi przygodami przetrwała do dziś. W 1986 roku prawie się spaliła, bo po mszy nie zgaszono świec i od nich zajęły się zasłony. Na szczęście straż pożarna ugasiła pożar. W internecie udało się znaleźć fotografię świątyni sprzed pożaru z 1972 roku! Fotografia pochodzi ze strony www.mandrivnyk.pl – gdzie znajdziecie więcej ciekawych fotek.

    Sama cerkiew jest mało znana pasjonatom regionu, niewielu było też w środku (obecnie ściany obite są boazerią). Natomiast jeszcze mniej znany jest cmentarz w Ułazowie. Gdy zobaczymy mapę z 1854 roku, zobaczymy, że składał się on z dwóch części. Większy główny i mniejszy być może epidemiczny.

    Dla kogoś, kto nie wie, że są na polach za wsią cmentarze, będą praktycznie nie do odnalezienia. Bowiem wydają się niepozornymi lasami. Ułazowski cmentarz mimo iż nie ma zbyt wielu nagrobków, możliwe, że sporo ich jest pod ziemią, to jest niebywale ciekawy. Są tam do tej pory krypty, takie małe piwniczki, do których można przypadkiem wpaść. Dlatego trzeba uważać gdy się tam chodzi. Znajdziemy tam stare drewniane krzyże, ale i także kamienne. Jeden z najstarszych kamiennych krzyży pochodzi z roku 1889. Cmentarzysko wygląda na nie ruszane przez długi czas. Trudno określić jakie ciekawostki leżą pod ziemią, bo krypty na pewno dawno temu już były rozszabrowane…

     

    opracowanie GC

  • Dziadowska impreza na końcu Podkarpacia! Czyli na Ziemi Lubaczowskiej 🙂

    Jeżeli nie masz pomysłu jak zorganizować sobie urlop w lipcu, koniecznie musisz sprawdzić festiwal Folkowisko! Dokładnie 11 lipca rozpocznie się jeden z najważniejszych festiwali Podkarpacia i potrwa do 14 lipca! Muzyka jest bardzo zróżnicowana, bo zagrają takie gwiazdy jak Pablopavo i Ludziki, Żywiołak, Hańba! czy Joryj Kłoc, ale również możecie się spodziewać swojskiej potańcówki przy akompaniamencie Kapeli Zdzisława Kwapińskiego.

     

    W tym roku 9 edycja festiwalu wybranego do ścisłej elity najlepszych festiwali Europy ma wyjątkową tematykę. Opowie o wędrownych dziadach czyli emisariuszach nowiny. Dokładniej tłumaczy to dyrektor festiwalu Marcin Piotrowski – Chodzący od wsi do wsi wędrowiec przynosił ludziom dawne legendy i nowe wiadomości, zarówno ważne treści ubrane w muzykę, jak i tajemnice przekazywane szeptem. Razem z nim wędrowały melodie i wątki opowieści. Dzięki dziadom, kultury mieszały się i nagle pieśni z jednego krańca kontynentu można było odnaleźć w niespodziewanym miejscu daleko od miejsca ich powstania. Dziad stanowił też łącznik z innym światem, tym po śmierci. Dlatego na festiwalu dominować będzie muzyka w której słychać brzmienie lir korbowych i lirycznych opowieści.

    Folkowisko to nie tylko muzyka, to przede wszystkim ludzie i przyroda. Wydarzenie przyciąga między innymi ze względu na warsztaty, które odbywają się w ciągu dnia. Jeśli chcecie nauczyć się umiejętności ludowych, języka migowego, albo zobaczyć ogniste popisy grupy artystycznej Leśne Licho musicie odwiedzić niewielką wieś Gorajec, w której na co dzień mieszka zaledwie 35 mieszkańców. Przestrzeń festiwalową wypełniają też spotkania z pisarzami. W tym roku na Folkowisko wybierają się Andrzej Stasiuk, Paweł Sołtys i Andrzej Potocki.

    Festiwal odbywa się w urokliwej wsi Gorajec, którą otacza pełna gama pięknych obiektów natury. Można wyruszyć rowerem na rajd po Ziemi Lubaczowskiej albo obcować bliżej z przyrodą, wybierając się na kajaki i poznać czarujące Roztocze. Warte odwiedzenia są m.in. Park Zdrojowy w Horyńcu-Zdroju, nekropolia w Starym Bruśnie czy Starej Hucie, schrony z Linii Mołotowa, cerkwie, kamieniołomy, dzikie ostępy roztoczańskich pagórów z wąwozami. Jesteśmy pewni, że po drodze napotkacie inspirujących ludzi, którzy opowiedzą wam o okolicznych zabytkach mówi koordynator folkowiskowych rajdów Grzegorz Ciećka.

    Jeśli martwisz się o to, czy twoje pociechy znajdą tu dla siebie jakieś zajęcie, to możemy zapewnić, że dobrze się nimi zajmiemy – dodaje Daria Kuszlik jedna z wolontariuszek. Festiwal jest otwarty dla całych rodzin i nie ma obaw o to, że dzieci zaznają nudy. Wystarczy tylko odstawić je do festiwalowej Dzieciowioski, a już tam jest gwarancja, że nie będą miały okazji do nudy.
    Zbierz rodzinę, znajomych i weź udział w najbardziej dziadowskim festiwalu na Podkarpaciu! Czekamy na ciebie!

    www.folkowisko.pl fb www.facebook.com/festiwalfolkowisko

  • W kawiarni Hagi próbowaliśmy złapać esencję Roztocza… udało się! Wieczór autorski Roberta Gmiterka

    Książka „Sen na Kniaziach” to historie, obrazy i ludzie, którzy opowiadają te historie i malują obrazy. W kawiarni Hagi próbowaliśmy złapać esencję Roztocza… udało się!

     

    W piątkowy wieczór, w kawiarni pensjonatu Hagi, odbyło się ciekawe spotkanie autorskie. Gościem w Horyńcu-Zdroju był tym razem Robert Gmiterek. Pochodzi z Narola i dzięki temu, że mieszka na Roztoczu złapał bakcyla regionalnego. O sobie mówi tak: ,,Moją pasją są słowa, słowa i ostatnio fotografia, którą odkryłem podczas wędrówek po moim miejscu na świecie: Roztoczu. Tutaj znajduję wszystko co jest esencją mojego życia. Historie, obrazy i ludzi, którzy opowiadają te historie i malują obrazy.”

     

    „Ciesz się chwilą” to dewiza Pensjonatu Hagi, w jego przytulnej kawiarni, po raz kolejny zorganizowanie zostało spotkanie autorskie, tym razem była też muzyka na żywo. Głównym zamysłem było stworzenie klimatu ogniska z przyjaciółmi, gdzie śpiewa się razem ogniskowe szlagiery. Żeby nadać szczególnego klimatu chwili, rozpoczęliśmy spotkanie piosenką „Wieża Samotności, Wieża Radości” z repertuaru grupy Sztywny Pal Azji.

     

    Moderator spotkania, Grzegorz Ciećka, starał się wejść w temat twórczości Roberta opowiadając o miejscu, jakim jest Hagi, którego dewizą jest duńska sztuka szczęścia, polegająca na szukaniu radości w małych rzeczach. Nasz region w porównaniu z Bieszczadami, czy Tatrami albo Pomorzem, nie jest tak spektakularny. Miejsca w dużych miastach robią ogromne wrażenie na człowieku, są jak narkotyk, który od razu uderza do głowy i powoduje halucynacje.

     

    My jesteśmy tylko jak kawa. Możemy wyostrzyć zmysły! Ziemia Lubaczowska z Roztoczem jest tylko dla koneserów, którzy potrafią się cieszyć z małych rzeczy i niezwykłych chwil, tego mamy najwięcej! Właśnie tego szuka wokół siebie Robert Gmiterek, fotografuje takie rzeczy na swojej drodze i opisuje. „Sen na Kniaziach” jest zapisem emocji jakie czkają na każdego na Roztoczu. Książka ta jest kluczem do odnalezienia swojego punktu widzenia, swoich małych radości, smutków, zaskoczenia i zamyślenia. Treści te stają się tym bliższe czytelnikowi, jeżeli dotknie tych miejsc, lub je odwiedzi.

     

    Grzegorz, który prowadził spotkanie, niezwykle dobrze dopasował się z Robertem podczas wieczoru autorskiego, mimo iż w ogóle nie mieli scenariusza, razem wyglądali, jakby odgrywali jakąś znaną im długo rolę. Gdy skończyła się cześć oficjalna, podczas przerwy muzycznej można było nabyć książkę, porozmawiać z autorem i zdobyć specjalną dedykację. Następnie mieliśmy czas na pogadankę z publicznością, która szczelnie zapełniła kawiarnię. Poznaliśmy też trochę historii Starej Huty i limitowanej pocztówki, która była dodawana do książki Roberta tego wieczoru.

     

    Na pewno był to niezwykły wieczór dla pasjonatów regionu. Rodzi się nam kultowa seria spotkań dla maniaków naszej okolicy i ciekawe miejsce dla ludzi, którzy mogą w określonym miejscu co miesiąc spotkać ciekawych ludzi. Mniej więcej za miesiąc ekipa z Ziemi Lubaczowskiej chce zorganizować kolejne ciekawe spotkanie. Czekajcie na informacje 🙂

     

    Organizatorami spotkania byli ludzie z ekipy ziemialubaczowska.pl i Stowarzyszenie „Tegit et Protegit”, oraz Pensjonat Hagi. foto: ziemialubaczowska.pl