Kategoria: Artykuły

  • Najstarszy kamienny krzyż bruśnieński

    Opisywany tutaj obiekt, to absolutny rarytas regionalny, znalezienie takiego krzyża dla pasjonata regionu, to jak trafić szóstkę w totka. Takim szczęśliwcem jest Michał Kołodziej. W poszukiwaniu poroża w okolicy nieistniejącej wsi Szałasy trafił na dziwny kamień, porośnięty mchem, mający ślady obróbki, był częściowo przysypany ziemią. Wiedziony ciekawością postanowił go odkopać, okazało się, że to kamienny krzyż.

    Szałasy (Sałasze) to przysiółek Starego Brusna, w jego okolicy znajdywały się najstarsze kamieniołomy, skąd wydobywano kamień do wyrobu żaren, kół młyńskich i do celów budowlanych. Obecnie eksploatowany kamieniołom nawet jeszcze po II Wojnie Światowej był miejscem, gdzie mieszkańcy Brusna mieli swoje pola i łąki, dopiero w czasach PRLu usytuowano na zachodnim czole Góry Brusno kamieniołom i rozpoczęła się intensywna eksploatacja. Dlatego większość ludzi niezwiązanych z regionem, zaczęła kamieniołom z Góry Brusno uważać za ten pierwotny, nie mając pojęcia o istnieniu tego w okolicy Szałasów (zaznaczony już na mapie katastralnej z 1854 roku, na tej mapie Góra Brusno to wąskie paski pól, łąk i nieużytków).

    Pierwsze wzmianki o eksploatacji kamienia w Bruśnie pochodzą z połowy XVII wieku i wtedy też mają miejsce najazdy Tatarskie na te okolice, najbardziej znany, który przyniósł najwięcej strat był w 1672 roku. Trudno wywnioskować, z jakiego powodu został postawiony ten krzyż. Możemy tylko przypuszczać, że jedyną możliwością umieszczenia krzyża z dala od świątyni i cmentarza, mogła być zbiorowa mogiła. Śmierć mieszkańców wsi podczas najazdu i potrzeba pochowania ludzi, jeżeli to był rok 1672, gdy spalona była cerkiew, sprawiała, że zakopano ludzi w zbiorowej mogile za wsią w rozwidleniu dróg, czyli miejscu, które nie było użytkowane. Właśnie w takich miejscach zazwyczaj stawiano mogiły, czy też krzyże pamiątkowe.

    Teraz najważniejsza sprawa, czyli co wskazuje na to, że jest to najstarszy kamienny krzyż bruśnieński? Najważniejsza wskazówka to miejsce, krzyż znajdziemy w okolicy najstarszych kamieniołomów, czyli funkcjonować tu musieli ludzie, którzy znali technikę obróbki twardego kamienia, skoro potrafili wykuć koła, to zrobienie krzyża nie powinno sprawić im żadnego problemu. Gdy przyglądniemy się bliżej krzyżowi, zobaczymy, że ma dość specyficzną strukturę, widać w nim duże białe kółka, to muszelki. Oględziny obiektu wykazały, że z prawej strony mamy mechaniczne uszkodzenia. Gdy porównamy lewe ramie do prawego, zobaczymy że lewe jest zaokrąglone i większe, to dlatego, że prawe jest obite, tak jak cały tył tej strony. Po krzyżu widać, że długo leżał w ziemi na boku, tylko kawałek wystawał, stąd przez dziesiątki lat nikt o nim nie wiedział. Krzyż ma archaiczną formę i należy do najstarszego typu, bowiem nie ma kamiennej podstawy (nie widać na spodzie trzonu krzyża śladów po czopie) i najprawdopodobniej był wbity bezpośrednio do połowy w ziemię. Zapewne z biegiem czasu przechylił się i przewrócił.

    Dziś odkrywamy ten krzyż na nowo, od razu dostaje on status najważniejszego, bo najprawdopodobniej najstarszego kamiennego krzyża bruśnieńskiego i na pewno powinien zainteresować badaczy historii i kamieniarki. Chcieliśmy tutaj zaznaczyć, że tak jak w przypadku odkrycia na nowo tego krzyża przez Michała Kołodzieja, liczymy na kontakt pasjonatów z nami, albo współpracujących z nami serwisami takie jak kamiennekrzyze.pl, którzy chcieliby podzielić się swoimi mniejszymi czy większymi odkryciami z terenu ziemi lubaczowskiej.

    Aby znaleźć ten krzyż, trzeba zabawić się w poszukiwacza. Nowy system w mapach google utrudnia precyzyjne ustawienie punktu w miejscach, gdzie nie ma miejsc orientacyjnych. Krzyża należy szukać przy starej drodze, która prowadziła w okolicę kamieniołomu w Szałasach, nieopodal zabudowań wsi, zainteresowanych dokładniejszymi wskazówkami zapraszamy do kontaktu przez fb lub Instagram ziemialubaczowska.pl podpowiemy jak znaleźć krzyż ➡️

    GC

  • Tak wyglądała drewniana cerkiew w Nowym Lublińcu!

     

    Jest to unikalne przedstawienie drewnianej cerkwi z Nowego Lublińca. Świątynia ta podczas I Wojny Światowej spłonęła, gdy trafił w nią pocisk artyleryjski. Dziś możemy się dowiedzieć jak wyglądała, dzięki pocztówce wydanej w okolicy 1909 roku. Pierwsza drewniana cerkiew w Nowym Lublińcu zbudowana była już dwa lata po założeniu wsi w 1569 roku przez starostę lubaczowskiego Jerzego Jazłowieckiego. Niestety została spalona przez Tatarów podczas najazdu w 1672 roku, przetrwała wtedy cudem otoczona w Lublińcu kultem ikona Matki Bożej. Następną świątynię postawiono już w 1676 roku, fundatorem był proboszcz Jan Skoteński i parafianie. Z biegiem czasu świątynia była remontowana i rozbudowywana. Dach z gontów zastąpiono blachą, dobudowano też boczne skrzydła nadając jej plan krzyża.

     

    Kolejne przedstawienie z tej pocztówki pokazuje widok na ulicę Dachnowską w Cieszanowie. Zobaczymy na niej drogę z chodnikami i w oddali obelisk postawiony ku pamięci króla Jana III Sobieskiego w 200-setną rocznicę odsieczy Wiednia.

     

    Trzeci, to widok na rynek i cerkiew cieszanowską (postawiona w 1900 roku). Widać na niej niezwykle ciekawą parterową zabudowę cieszanowskiego rynku. Gdyby tego typu budynki przetrwały do dziś w Cieszanowie, rynek byłby niezwykle atrakcyjnym miejscem do zwiedzania.

    Poniżej cała pocztówka, z ciekawymi dodatkowymi elementami graficznymi:

     

    pocztówka pochodzi ze zbiorów polona.pl (domena publiczna), fakty związane z cerkwią lubliniecką zostały skonfrontowane z najlepszym naszym zdaniem źródłem odnośnie cerkwi ziemi lubaczowskiej: „Zabytkowa Architektura Cerkiewna Ziemi Lubaczowskiej” autorstwa Janusza Mazura. Opracowanie tematu Grzegorz Ciećka

  • Niedźwiedzie – Nieistniejąca wieś

    Niedźwiedzie (Niedzwiedza) położone były na prawym brzegu strumienia Rata i był to przysiółek Werchraty, gdzie przed wojną było 12 numerów domów. W ramach wysiedleń ukraińskiej ludności, której ostatnim etapem była „Akcji Wisła” wieś przestała istnieć. Dziś ta nieistniejąca już wieś nie była by warta wspominania, gdyby nie zostało po niej kilka ciekawostek.

     

    Najłatwiej się zorientować, że jest się na terenie nieistniejącej wsi po tym, że w lesie znajdziemy drzewa owocowe po dawnych sadach i wiekowe lipy, które kiedyś rosły przy drogach. Najbardziej charakterystycznym elementem, po którym poznamy tę wieś są dwa kamienne słupy, jakie do dziś przetrwały po ogrodzeniu jednego z gospodarstw. Od razu rzucą się w oczy też rumowiska kamieni i doły po zawalonych piwniczkach i piecowiska, czyli resztki pieców domowych, które były murowane i często jako jedyne elementy trwałe zostały po drewnianych domach.

     

    Przed wsią od strony Werchraty stoi kamienny krzyż z 1902 roku, nieznany jest jego fundator, znajdziemy na nim tylko formułę modlitewną: „Zbaw Panie lud Twój i błogosław”. Więcej o krzyżu TUTAJ. Kolejną ciekawostką związaną z Niedźwiedziami jest jeden z mniejszych kamieniołomów, na którego skraju znajdziemy tajemniczy Diabelski Kamień. Na terenie nieistniejącej wsi Niedźwiedzie znajdziemy też ciekawostkę botaniczną, rozsiała się tam kłokoczka południowa, której nasiona były kiedyś używane do wyrobu różańców. Roślina ta miała też szerokie zastosowanie w wierzeniach Słowian, potem wiele zwyczajów związanych z tą rośliną przeniknęło do chrześcijaństwa. Wytwarzano z tego drzewa też krzyżyki, figurki, ozdobne palmy wielkanocne i wianki.

     

    Niedźwiedzie jak widać są niezwykłą wsią, z jednej strony mamy tutaj bardzo ważną roślinę używaną do celów religijnych i magicznych, a niedaleko Diabelski Kamień. Rumowiska po nieistniejących już domostwach, które usytuowane były na skraju pagóra, wiekowe lipy, razem tworzą niezwykły melancholijny klimat, musiało tu być przed wojną przepięknie! Do tego nazwa wsi, kojarząca się z niedźwiedziami, które zapewne dawno temu grasowały po okolicznych lasach i chroniły się w okolicznych jaskiniach.

    GC

  • Nieistniejąca drewniana cerkiew w Baszni Dolnej

     

    Niewiele jest fotografii, które przedstawiają drewniane cerkwie z ziemi lubaczowskiej sprzed I Wojny Światowej, akurat Basznia Dolna może się pochwalić tego typu unikatem. Tym bardziej jest to ciekawa fotografia, że w 1904 roku świątynia ta została rozebrana i postawiono obok nową murowaną.

    Stała w miejscu gdzie obecnie mamy ośrodek zdrowia w Baszni Dolnej, nową zaczęto budować obok, można uznać, że był to teren starego cmentarza, który przestał być użytkowany, zapewne ze względów sanitarnych, bowiem był w certum wioski i nowy został założony na północ od wsi. Dokładnie widać na załączonej mapie z 1854 roku, jak wyglądał wtedy teren.

     

    Fotografia z cerkwią pokazuje oprócz samej bryły świątyni także wiele innych ciekawostek. W oczy rzucają się ludzie ubrani w tradycyjne dla tego okresu stroje. Mężczyzna w dzwonnicy ma klasyczny biały fartuch, zapewne lniany, słomkowy kapelusz z dużym rondem. Widać, że cerkiew praktycznie jak wszystkie w regionie, otoczona była drewnianym parkanem, gdzie w kamienne słupy były wkładane duże deski. Widać, że świątynia jest wiekowa, bowiem dach ma dużo uzupełnień różniącym się gontem i niektóre elementy są podbijane blachą.

     

    Wydawałoby się, że niewiele można znaleźć informacji na temat tej nieistniejącej świątyni, tymczasem Karol Notz, znany galicyjski podróżnik, opisał ją w swoich notatkach, znajdziemy tam prawdziwe perły!:

    Za wsią jest pole zwane: „Cerkwisko”. Wedle opowiadania miał tam stać klasztor Bazylianów – ale od dawna już go nie ma. Cerkiew pod wezwaniem „Sobor Preświatoi Bohorodycy”, wedle tradycji jeszcze za czasów Starostwa Lubaczowskiego zbudowana, z drzewa, o trzech kopułach, ze sobotami, babiniec później przybudowany (fotografie się dołącza). W drzwiach wchodowych jest zamek w bardzo dobrym stanie, na który się cerkiew zamyka – z napisem rytym na zamku: za króla Władysława IV z r. 1646. Aby cały przeczytać trzeba by zamek oderwać. Zamek ten można dostać od księdza, gdyż stawiają obecnie nową cerkiew niedaleko, kosztem 42.000 złr. reńskich 0 5 kopułach – więc niektóre rzeczy mogą być dane do muzeum. Cerkiew stara jest z drzewa kłutego. Cerkiew cała płótnem wyłożona, malowana, bardzo ładna ornamentyka – malowidło jeszcze wyraźne i dość ciekawe, starsze – miejscami zniszczone. Ikonostas prześliczny – ornamentyka ładna nadzwyczajnie – wedle opowiadania z cerkwi zniesionej, bazylianów – styl prawdziwie bizantyjski. Jest stara kasa drewniana, do muru przybita, na stary zamek zamknięta. Są ładne obrazy starsze z końca 17 wieku – na drzewie malowane – malowidło niezłe. Na nich napisy, ale nieco starte, więc ciężko mi było odczytać, bo trzeba by zmywać. Ładne, stare lichtarze drewniane z rzeźbą i pozłacaniem. Stary drewniany ofiarnik.
    W zakrystyi: obraz z 8/9 1773 roku, „Wyobrażenie Koronacyi Cudownego obrazu”, na papierze, b. d. zachowany (przedstawiający klasztor poczajowski). W zakrystyi: są dwa duże, dość stare portrety. Jest drewniana tabliczka z rytym napisem: „Założena syja cerkow za Caria Konstantyna, dobudowałaś na światych praoteć i poświaszczena byść episkopom Gubiewiczom peremyskim i samborskim za Karola Wład. IV za metropolita Kijewskoho — Petra Mohyły. Zbudował seju cerkow Sobora Preśw. Bohorodycy Zacharyj Smolin rodycz rudeński lita 1644, misiacia Dekembria d. 15”.
    – Jest stara, ładna monstrancja posrebrzana z winogronami.
    – z ornatów ciekawy jeden, z kwiatami srebrnemi tkany.
    – z ksiąg cerkiewnych – są one z 17 wieku, nic szczególnego. Jest jedna pisana bez początku (3 stron), na niej r. 1748, co jest – to trudno poznać.
    Dzwonnica stara (fotografia) Dzwon jeden z r. AXNU4 drugi z 1765 trzeci z 1793

    Jak widać, Basznia ma jeszcze dużo ciekawostek do odkrycia, będziemy ich szukać ? Dla tych, którzy chcą dojechać na miejsce, polecamy mapkę, która Was tam doprowadzi ➡️

    fotografia pochodzi ze strony polona.pl mapa ze zbiorów Archiwum Państwowego w Przemyślu. Tekst na temat cerkwi z książki „Zabytki ziemi lubaczowskiej” Jadwiga Styrna i Agata Mamoń. Tekst opracował Grzegorz Ciećka 19.02.2017

  • Krzyż Alfreda Wittmanna

    Poznajcie historię samotnego krzyża w lasach Horyńca-Zdroju. Kiedyś tworzono o nim bajki, jakoby był to samotny grób lotnika, którego samolot zestrzelono podczas bitwy. Wielu też niepoprawnie lokalizuje go w Nowinach Horynieckich, tymczasem las w którym stoi krzyż, jest w obrębie Horyńca-Zdroju. Jeszcze kilka lat temu Lasy Państwowe po nowych nasadzeniach zagrodziły krzyż siatką, ale dzięki interwencji nie tylko udało się odgrodzić krzyż, postawiona została także tablica informacyjna i znaki, za co niebywale gorąco dziękuję ówczesnemu nadleśniczemu.

    Generalnie w Nowinach Horynieckich krzyż ten był znany i kojarzony z żołnierzem, który zmarł na I Wojnie Światowej, jednakże między innymi pan Zygmunt Stelmach z Nowin rozpowszechniał historyjkę z lotnikiem, który podczas wojny miał się tutaj rozbić, co było opisane nawet w jednej z książek. Spowodowało to, że do pewnego czasu Alfreda Wittmanna uważano za lotnika, co było czystą fikcją. Śmiało można powiedzieć, że pierwszą osobą, która zaczęła się interesować samotnym krzyżem, była pani Danuta Zarzycka z Horyńca-Zdroju, która miała kontakt z rodziną Alfreda z Niemczech. Poprosili ją, by zabezpieczyć specjalną farbą krzyż przed korozją i w miarę możliwości pamiętać o nim. Był on ogrodzony płotkiem i można było tam spotkać znicze. Na chwilę krzyż był odcięty od ludzi przez siatkę leśną, która chroniła młody las przed zwierzętami, ale dzięki staraniom udało się go odgrodzić. Z biegiem czasu pasjonaci regionu i historii I Wojny Światowej znaleźli sporo ciekawych informacji związanych z bitwą podczas wojny i samym Alfredem.

    20 czerwca pułk w którym służył podporucznik Alfred Wittmann rozpoczął działania ofensywne w okolicy Horyńca i Nowin Horynieckich, gdzie były mocno obsadzone pozycje wroga. Rosjanie postanowili zasadzić się na wzgórzach, co powodowało, że trudno było zdobyć ich pozycje. Dowódcy austriaccy mając rozkaz przełamania linii obrony Rosjan, musieli podjąć ryzyko dużych strat. Natarcie takie polegało na powolnym przemieszczaniu się żołnierzy do przodu, pod ciągłym ostrzałem, często czołgając się i szukając jakiejś osłony przed ogniem przeciwnika. Czasami żołnierze podbiegali kawałek i rzucali się na ziemię, podczas gdy koledzy dawali ogień osłonowy. Porucznik Wittmann podczas takiego podbiegania został śmiertelnie raniony.

    Z relacji nieżyjącej już mieszkanki Nowin Horynieckich, możemy się dowiedzieć, że w lasach Horyńca-Zdroju i Nowin Horynieckich były zbiorowe mogiły z czasów I Wojny zaznaczone barwinkiem i drewnianymi krzyżami. W roku 1923, kiedy Austriacy porządkowali cmentarzyska w Polsce z czasów Wielkiej Wojny, do Nowin przyjechała pani, ubrana wystawnie, na czarno, z dużym kapeluszem. Wzbudzała powszechne zainteresowanie. Była to pani Wittmann, która przywiozła ze sobą kamienny krzyż. Wygląda na to, że w momencie, gdy rozkopywano zbiorowe mogiły i identyfikowano żołnierzy, pani Wittmann postanowiła, by jej ostatni syn pozostał w miejscu, gdzie zginął, a nie na zbiorowym cmentarzu na Pańskiej Górze.

    Na krzyżu znajdziemy informację, że spoczywa tam podporucznik Alfred Wittmann z Kempten, poległy 20.06.1915 roku, trzeci poległy syn z rodziny Wittmannów, jego bracia Fritz i Oskar zginęli na polu bitwy w 1914 roku we Francji.

    Można domniemać, że krzyż został wykonany na zamówienie przez matkę Alfreda Wittmanna w naszym regionie. Krzyż został wykonany z roztoczańskiego kamienia wapiennego, a nie jak niektórzy dywagują „nieznanego obcego”, rozpoznamy to między innymi po muszelkach. W błąd wprowadzać mogło wielu to, że krzyż został pomalowany szarą farbą, która z czasem zaczęła odpadać i wtedy odkryła bruśnieński wapień.

    W 2016 roku napisał do mnie Georg z Niemiec, szukający informacji do artykułu w gazecie, który chciał napisać na temat Karla Maxa Lechnera, znanego niemieckiego artysty malarza. Lechner razem z Maxem Georgem Drexelem służyli w 19. Pułku Piechoty na I Wojnie Światowej i redagowali gazetkę pułkową „Die Sappe”, Lechner wykonywał do niej rysunki. Georg czytając w niej artykuł na temat porucznika Wittmanna, postanowił zgłębić ten temat i opracowuje historię rodziny Wittmann. Miejmy nadzieję, że niedługo dzięki niemu powstanie ciekawa historia 🙂 tymczasem dla zainteresowanych bardziej historycznymi aspektami tematu zapraszamy na stronę pana Piotra, który od ponad 10 lat bada ten temat: roztocze.it.home.pl

    Jeżeli chcesz trafić do krzyża, możesz posiłkować się tą mapą. Kliknij link poniżej i wpisz skąd chcesz, by została wyznaczona trasa. Ponieważ krzyż jest w lesie i nie prowadzi do niego droga, musimy zwrócić uwagę na znaki. Pierwszy znajdziemy na skrzyżowaniu dróg w lesie, idziemy 180 kroków dalej, gdzie znajdziemy drugi znak przy leśnej drodze wskazujący, by przejść przez las, gdzie 80 kroków przed nami widać w oddali tablicę informacyjną. Tam czeka na nas krzyż.

    Idź do Krzyża Alfreda Wittmanna ➡️

    opracowanie: GC

  • Krzyż Heinricha Bolte

    Podczas I Wojny Światowej zginęło miliony ludzi, u nas na Ziemi Lubaczowskiej śmierć poniosło tysiące żołnierzy, dwóch z nich zostało upamiętnionych oddzielnie i znamy ich tragiczne historie, to Alfred Wittmann, który zginął w okolicy Horyńca-Zdroju i Nowin Horynieckich i Heinrich Bolte. Obaj leżą w samotnych mogiłach na odludziu.

    Krzyż Heinricha Bolte był do niedawna znany tylko garstce pasjonatów regionu, na dodatek był w fatalnym stanie i zarośnięty krzakami. Teraz dzięki staraniom Lasów Państwowych Nadleśnictwa Lubaczów i Pasjonatów możemy tę mogiłę zobaczyć w bliskim oryginalnemu stanowi. Złamany krzyżyk został sklejony, a okolica uprzątnięta i wycięto zakrzaczenie.

    Heinrich Bolte służył w Oldenburskim Pułku Piechoty, który miał zdobyć pozycje rosyjskie na pagórach roztoczańskich w okolicy Werchraty. 25 czerwca podczas natarcia na rosyjskie pozycje ulokowane w okolicy wsi Sałaszy, Lasowa i Niedźwiedzie, Bolte został zabity, gdy jego oddział pod ostrzałem próbował przełamać linię obrony wroga. Rosjanie przegrali tę bitwę. Zapewne na drugi dzień pochowano zmarłych podczas tej ofensywy. Możemy się tylko domyślać, dlaczego Bolte nie został pochowany na zbiorowym cmentarzu, jak inni, którzy polegli podczas tej bitwy, zapewne tak jak w przypadku Alfreda Wittmanna, powodem była decyzja, czy też prośba rodziców Heinricha. Poniżej inskrypcja, jaką znajdziemy na krzyżu:

    UFZ Heinrich Bolte Oldenburg GGEB 2.3 1896 – CEST 25.6 1915

    Podoficer Heinrich Bolte Oldenburg urodzony 2.3 1896 zmarł 25.6 1915

     

    Dla tych, którzy chcą odwiedzić miejsce z krzyżem, polecamy mapę która Was naprowadzi ➡️

    tekst i foto: Grzegorz Ciećka

  • Robinsonada po Ziemi Lubaczowskiej

    Robinsonada, to samotna podróż w poszukiwaniu przygód, lub opowieść o takiej podróży. Na stronie ziemialubaczowska.pl będziemy publikować opowieści pasjonata tego typu wypraw na Ziemi Lubaczowskiej, który dołączył do naszej ekipy. Grzegorz, to pasjonat regionu a szczególnie kamieniarki bruśnieńskiej, co widać w tej opowieści. Zapraszamy do lektury i oglądania.

     

    Spotkałem się z Piotrem w lecie w Horyńcu na cappuccino w pensjonacie Hagi, przyjechał, bo realizował projekt dla Lasów, związany z inwentaryzacją różnorodnych obiektów w lesie, w tym kamiennych krzyży, które akurat sam inwentaryzowałem też. Dowiedziałem się od niego, że znalazł kamienny krzyż nieopodal Potoku Jaworowskiego, na który ja nie trafiłem. Niedługo potem przesłał mi namiary. Dopiero teraz w zimie postanowiłem ruszyć na robinsonadę, mając na celu odnalezienie tego krzyża, ukrytego bardzo głęboko w lesie.

    Wyruszyłem z Horyńca-Zdroju przez Wólkę Horyniecką, gdzie postanowiłem zobaczyć jak miewa się najstarsza drewniana chata w regionie, na dodatek jeszcze kryta strzechą. Niestety powoli się już wali. Ale na szczęście w środku została podparta stemplami, stąd tylko dach się rozkraczył.

    Kolejny przystanek to Huta Kryształowa i gorzelnia dworska, to jedyny tego typu budynek w regionie. Oczywiście postanowiłem zajrzeć do piwnic, skoro były otwarte 😀 Celowość ujęcia na zdjęciu starej opony chyba zrozumie tylko jedna osoba 😉

    Kolejnym moim celem było Podlesie, gdzie najlepiej zachowały się ślady osadnictwa niemieckiego na Ziemi Lubaczowskiej. Jest tam zbór, który obecnie pełni rolę kościoła, odnowiona pastorówka i dzwonnica, oraz ciekawy ewangelicki cmentarz. Odwiedzenie tego miejsca jest wręcz przymusowe, jeżeli jest się w okolicy.

    Oprócz Potoku Jaworowskiego, głównym celem robinsonady był też kirkut w Lubaczowie. To niezwykła nekropolia, chyba cudem ocalało tutaj ponad 1600 macew, bowiem Niemcy celowo niszczyli ślady po Żydach. Celem było oczywiście drzewo, które zjada macewy, trafiłem tym razem fotkę, z której jestem zadowolony!

    Jedziemy dalej, zatrzymujemy się w Opace na cerkwisku, szkoda, że opacka cerkiew spłonęła, była by jedną z najpiękniejszych świątyń w regionie ze swoimi kopułami jak kapelusze.

    Jadąc w stronę Wielkich Oczu, musiałem zatrzymać się przy kamiennym krzyżu ze Szczutkowa na Prewendach. Rok temu kleiłem go, po tym, jak został zniszczony przez złamaną grubą gałąź, która go rozbiła na 6 kawałków. Nie wiem, czy ludzie, którzy go stawiali ze mną w listopadową deszczową noc przeżyli to jak ja, bo chyba byłem bliski zawału, ale to opowieść na inną okazję (kolorowe ozdoby to inwencja twórcza lokalsów oczywiście).

    Ze Szczutkowa, ruszamy na Łukawiec i tam oczywiście do odwiedzenia ciekawa cerkiew. Myślałem, że będzie zamknięta, ale drzwi były tylko splątane łańcuchem, grzech było by nie wejść 🙂 Szkoda, że świątynia spłonęła (została odbudowana oczywiście), brakuje teraz zabytkowego wyposażenia. Niemniej jednak jest to arcyciekawa budowla. Posadowiona została na dębowych klockach! Wejść do niej można przez furtę, która została tutaj przeniesiona z Kobylnicy.

     

    W Łukawcu oczywiście warto od razu odwiedzić też drewniany kościół, który ma nietypową dzwonnicę, bo umieszczoną między dwoma wiekowymi dębami. Niezwykle ciekawy widok.

     

    Następny przystanek to dawna kolonia niemiecka Fehlbach, czyli obecny Potok Jaworowski. Będzie to jeden z kolejnych punktów do odwiedzenia za jakiś czas, bowiem w środku kościoła są niezwykłe freski, których autorem jest Eugeniusz Mucha. Ponieważ nie ma zbyt dużo czasu, tylko rzucam okiem na kościół i jadę do głównego celu robinsonady, nieznanego mi kamiennego krzyża.

    Przed wojną był za wsią Fehlbach folwark Kamienisko, gdzie był gąsior, czyli potocznie nazywane dybami narzędzie do krępowania, pan lokalnych włości karcił niczym niewolników lokalnych chłopów za nieposłuszeństwo… Były tutaj też dwa stare dęby, gdzie wedle legendy, podczas przejazdu okolicą miał przystanąć Jan III Sobieski i spocząć, niestety nie dotrwały do naszych czasów. Ten ogromny kompleks leśny skrywa na pewno sporo tajemnic, które czekają, aż ktoś je rozpozna i na nowo odkryje. Dzięki wskazówkom Piotra udało się odnaleźć krzyż. W lecie było by to niemożliwe, bo schowałby się w krzakach! Od razu niespodzianka, krzyż postawiony został przy bardzo starym świerku. Niezwykły widok. Niestety kamienny krucyfiks wieńczący pękł na kilka części i niestety jednej z nich brakuje, stąd postanowiłem nie realizować swojego śmiałego planu, by połamany kamienny krzyżyk zabrać i skleić w tajemnicy przed leśnikami. Jeszcze pamiątkowa fotka i ruszamy dalej, powoli się ściemnia.

    Wracając przez Kobylnicę Ruską, warto zatrzymać się przy cerkwisku, nic tam praktycznie nie ma, ale znajdziemy bardzo ciekawy drewniany krzyż postawiony w 1938 roku z okazji 950 lecia chrztu Rusi. Jest ogromny! Sądzę, że to największy drewniany krzyż w regionie.

    Żeby zamknąć czymś ciekawym wypad, a jak się i okazało odkrywczym akcentem, zatrzymuję się też w Kobylnicy Wołoskiej przy cerkwi. Na sztucznie usypanym pagórku stoi ciekawa murowana świątynia. Ma swój kobylnicki urok. Obchodzę ją wokół… z tyłu wmurowana tablica zapewne kamień węgielny z datą budowy 1922 i nad datą tajemnicze cztery litery (z polska ACKW), to zapis literowy ze starocerkiewnosłowiańskiego tej daty. Z przodu bardzo interesujący mnie krzyż żeliwny, jest przybita tabliczka na cokole z napisem pamiątkowym po misjach z 1971 roku, ale na samym żeliwnym krzyżu data 1874! Niby nic wielkiego, ale dla mnie ten krzyż jest czymś w rodzaju brakującego ogniwa. Nie dość, że ma na sobie inskrypcję, co jest niespotykane na Ziemi Lubaczowskiej, co na dodatek ma tabliczkę znamionową. Niestety był wielokrotnie malowany farbą i trudno odczytać napisy. Trzeba tu wrócić ze szczotką, odkryję bardzo ważne informacje do moich badań.

    Zrobiło się już ciemno, czas wracać do Horyńca, dzień był na prawdę udany i pełny przygód. Skoro rozpocząłem tematem kulinarnym, to i trzeba nim zakończyć robinsonadę. W Lubaczowie zatrzymałem się w pizzerii Mamma Mia, i zaspokoiłem głód ostrą jak brzytwa pizzą z chilli.

    Grzegorz

  • Dlaczego Ziemia Lubaczowska?

    Ziemia Lubaczowska to kraina drewnianych cerkwi, kamiennych krzyży, umocnień Linii Mołotowa i uroczych wzgórz. Przed wojną wspólnie egzystowali tutaj obok siebie Polacy, Żydzi, Rusini i Niemcy, dziś znajdziemy po nich tylko ślady, szczególnie świątynie różnych wyznań i nekropolie. W czasach Jagiellonów Ziemia Lubaczowska pokryta była puszczą. Dlatego lubił się tu zapuszczać na polowania Jan III Sobieski, który upodobał sobie okolice Horyńca, szczególnie część z Roztoczem. Bardzo łatwo rozpoznamy, to że weszliśmy w roztoczańską część Ziemi Lubaczowskiej, bowiem od razu zmieni się nam ukształtowanie terenu z wypłaszczonego na pagórzyste. Takimi miejscami granicznymi, gdzie przechodzimy z płaskowyżu w Roztocze jest Radruż, za wsią w okolicy nieistniejącej wsi Sopot, rozpoczyna się Roztocze. Kolejnym ciekawym miejscem przejścia jest okolica między Horyńcem a Nowinami Horynieckimi. W Polance Horynieckiej, gdy wjedziemy pod górę i miniemy charakterystyczne kamienne słupy, będziemy wiedzieć, że właśnie przekroczyliśmy bramę Roztocza. Wieś Łówcza jest miejscem, gdzie płaskowyż przechodzi w Roztocze, podobnie jak Płazów.

    Ostatnim punktem orientacyjnym jest wioska Huta Różaniecka, gdzie znajdziemy też ciekawe kamieniołomy. Nieopodal znajdziemy też znane na cały kraj szumy na Tanwi. Rzeka ta jest też szczególnym punktem granicznym, bowiem była tutaj granica zaboru austriackiego i rosyjskiego, co spowodowało, że dalej znajdziemy całkowicie inne wpływy i kulturę. Mimo iż Bełżec i Lubycza Królewska są teraz w województwie Lubelskim, a Ziemia Lubaczowska to Podkarpacie, to miejscowości te wiele łączy i często będziemy się tam zapuszczać. Ciekawy region o zróżnicowanej budowie znajduje się też przy wschodniej granicy lubaczowszczyzny, będącej też granicą Polski i Ukrainy. Są to głównie lasy z pagórkami w okolicy Baszni i Wielkich Oczu. Pas ciekawego terenu, który nie jest w ogóle odwiedzany znajdziemy też w okolicy Starego Dzikowa i Oleszyc w okolicy nieistniejącej wsi Miłków z doliną Ruczałki i pagórkami Miłkowa.

    Wielbiciele militariów znajdą u nas niezwykle ciekawe umocnienia Linii Mołotowa, są to głównie schrony, które są często schowane w głębi lasu i są porozrzucane po całej Ziemi Lubaczowskiej. Do tego ciekawe pałace i dwory, ruiny, opuszczone wsie, po których zostały już tylko cmentarzyska, rumowiska po domach i kamienne krzyże przydrożne. Ziemia Lubaczowska wciąż jest mało znana i mało odwiedzana, co daje możliwość spędzenia swojego czasu w spokoju z dużą ilością wrażeń. Nasza aplikacja Wam w tym pomoże. Z czasem na naszej stronie internetowej pojawiać się będą różne materiały, które będą miały za zadanie zachęcić do eskapad i robinsonad.