Poznajcie historię samotnego krzyża w lasach Horyńca-Zdroju. Kiedyś tworzono o nim bajki, jakoby był to samotny grób lotnika, którego samolot zestrzelono podczas bitwy. Wielu też niepoprawnie lokalizuje go w Nowinach Horynieckich, tymczasem las w którym stoi krzyż, jest w obrębie Horyńca-Zdroju. Jeszcze kilka lat temu Lasy Państwowe po nowych nasadzeniach zagrodziły krzyż siatką, ale dzięki interwencji nie tylko udało się odgrodzić krzyż, postawiona została także tablica informacyjna i znaki, za co niebywale gorąco dziękuję ówczesnemu nadleśniczemu.

Generalnie w Nowinach Horynieckich krzyż ten był znany i kojarzony z żołnierzem, który zmarł na I Wojnie Światowej, jednakże między innymi pan Zygmunt Stelmach z Nowin rozpowszechniał historyjkę z lotnikiem, który podczas wojny miał się tutaj rozbić, co było opisane nawet w jednej z książek. Spowodowało to, że do pewnego czasu Alfreda Wittmanna uważano za lotnika, co było czystą fikcją. Śmiało można powiedzieć, że pierwszą osobą, która zaczęła się interesować samotnym krzyżem, była pani Danuta Zarzycka z Horyńca-Zdroju, która miała kontakt z rodziną Alfreda z Niemczech. Poprosili ją, by zabezpieczyć specjalną farbą krzyż przed korozją i w miarę możliwości pamiętać o nim. Był on ogrodzony płotkiem i można było tam spotkać znicze. Na chwilę krzyż był odcięty od ludzi przez siatkę leśną, która chroniła młody las przed zwierzętami, ale dzięki staraniom udało się go odgrodzić. Z biegiem czasu pasjonaci regionu i historii I Wojny Światowej znaleźli sporo ciekawych informacji związanych z bitwą podczas wojny i samym Alfredem.

20 czerwca pułk w którym służył podporucznik Alfred Wittmann rozpoczął działania ofensywne w okolicy Horyńca i Nowin Horynieckich, gdzie były mocno obsadzone pozycje wroga. Rosjanie postanowili zasadzić się na wzgórzach, co powodowało, że trudno było zdobyć ich pozycje. Dowódcy austriaccy mając rozkaz przełamania linii obrony Rosjan, musieli podjąć ryzyko dużych strat. Natarcie takie polegało na powolnym przemieszczaniu się żołnierzy do przodu, pod ciągłym ostrzałem, często czołgając się i szukając jakiejś osłony przed ogniem przeciwnika. Czasami żołnierze podbiegali kawałek i rzucali się na ziemię, podczas gdy koledzy dawali ogień osłonowy. Porucznik Wittmann podczas takiego podbiegania został śmiertelnie raniony.

Z relacji nieżyjącej już mieszkanki Nowin Horynieckich, możemy się dowiedzieć, że w lasach Horyńca-Zdroju i Nowin Horynieckich były zbiorowe mogiły z czasów I Wojny zaznaczone barwinkiem i drewnianymi krzyżami. W roku 1923, kiedy Austriacy porządkowali cmentarzyska w Polsce z czasów Wielkiej Wojny, do Nowin przyjechała pani, ubrana wystawnie, na czarno, z dużym kapeluszem. Wzbudzała powszechne zainteresowanie. Była to pani Wittmann, która przywiozła ze sobą kamienny krzyż. Wygląda na to, że w momencie, gdy rozkopywano zbiorowe mogiły i identyfikowano żołnierzy, pani Wittmann postanowiła, by jej ostatni syn pozostał w miejscu, gdzie zginął, a nie na zbiorowym cmentarzu na Pańskiej Górze.

Na krzyżu znajdziemy informację, że spoczywa tam podporucznik Alfred Wittmann z Kempten, poległy 20.06.1915 roku, trzeci poległy syn z rodziny Wittmannów, jego bracia Fritz i Oskar zginęli na polu bitwy w 1914 roku we Francji.

Można domniemać, że krzyż został wykonany na zamówienie przez matkę Alfreda Wittmanna w naszym regionie. Musiała ona przyjechać pociągiem do Horyńca i tutaj zorientować się odnośnie możliwości wykonania nagrobka. Specjalistami w tworzeniu wypukłych inskrypcji byli żydowscy kamieniarze robiący macewy, czego mamy wiele przykładów na lokalnych kirkutach, dlatego być może krzyż wykonał horyniecki kamieniarz żydowski. Dzierżawcami lokalnych kamieniołomów byli też Żydzi, stąd korzystali z tego materiału. Krzyż został wykonany z lokalnego kamienia wapiennego, a nie jak niektórzy dywagują “nieznanego obcego”, rozpoznamy to między innymi po muszelkach. W błąd wprowadzać mogło wielu to, że krzyż został pomalowany szarą farbą, która z czasem zaczęła odpadać i wtedy odkryła bruśnieński wapień 🙂

W 2016 roku napisał do mnie Georg z Niemiec, szukający informacji do artykułu w gazecie, który chciał napisać na temat Karla Maxa Lechnera, znanego niemieckiego artysty malarza. Lechner razem z Maxem Georgem Drexelem służyli w 19. Pułku Piechoty na I Wojnie Światowej i redagowali gazetkę pułkową “Die Sappe”, Lechner wykonywał do niej rysunki. Georg czytając w niej artykuł na temat porucznika Wittmanna, postanowił zgłębić ten temat i opracowuje historię rodziny Wittmann. Miejmy nadzieję, że niedługo dzięki niemu powstanie ciekawa historia 🙂 tymczasem dla zainteresowanych bardziej historycznymi aspektami tematu zapraszamy na stronę pana Piotra, który od ponad 10 lat bada ten temat: roztocze.it.home.pl

Jeżeli chcesz trafić do krzyża, możesz posiłkować się tą mapą. Kliknij link poniżej i wpisz skąd chcesz, by została wyznaczona trasa. Ponieważ krzyż jest w lesie i nie prowadzi do niego droga, musimy zwrócić uwagę na znaki. Pierwszy znajdziemy na skrzyżowaniu dróg w lesie, idziemy 180 kroków dalej, gdzie znajdziemy drugi znak przy leśnej drodze wskazujący, by przejść przez las, gdzie 80 kroków przed nami widać w oddali tablicę informacyjną. Tam czeka na nas krzyż.

Idź do Krzyża Alfreda Wittmanna ➡️

opracowanie: GC

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *